Forum PBF pokemon
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 My shocking dream...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kanrisha
Mistrz Gry
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 565
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: My shocking dream...   Sob Lut 01, 2014 9:04 pm

Pewne rzeczy przychodzą do nas w toalecie, gdzie się najlepiej myśli. Niektóre w szkole, gdzie strasznie nam się nudzi. Ale co z naszą podświadomością? Z tym, co przychodzi do nas w snach? Większość ludzi nie pamięta tego, co im się śni. Ja pamiętam. To z moich snów powstają moje książki. Ale ostatnio nie mam pomysłu na cokolwiek, nawet na odpisanie w pbf'ie. Dzisiaj jednak wszystko się zmieniło. Miałam ten sen. Z nim przybyło do mnie olśnienie. Postanowiłam opisać go w formie opowiadania. I to był świetny pomysł! Inspiracja spłynęła na mnie niczym deszcz na chodnik, niczym słońce na skutą lodem sadzawkę, niczym... Po prostu to przeczytajcie.
P.S: Przepraszam za błędy o ile jakieś będą, bo piszę to w notatniku(brak Worda), który takowych nie podkreśla. Niniejsze opowiadanie zawiera wulgaryzmy, nie zawiera scen erotycznych, nie ma w nim treści o zabarwieniu rasistowskim, nie powoduje epilepsji. Zbyt długie wgapianie się w monitor może zepsuć twój wzrok. Może zawierać śladowe ilości orzechów. Miłego czytania!


24 stycznia. To miał być mój najlepszy dzień. Dziwnym zrządzeniem losu akurat zwolniło się miejsce redaktorki w szkolnej gazetce. Nowa redaktorka powinna mieć skończone osiemnaście lat, znać interpunkcję i ortografię, oraz posiadać ciekawe pomysły. Tak się złożyło, że akurat spełniałam wszystkie warunki. Postanowiłam spróbować. Był tylko jeden mały problemik, o którym nikt oprócz mnie nie wiedział...
Nie jestem człowiekiem.
Nie. Jestem z innej rasy. Nazywamy siebie Wilkorami. Potrafimy przemieniać się w wilki. Jakaś wada genetyczna, czy coś w tym rodzaju. Ludzie nie wiedzą o naszym istnieniu. I niech tak zostanie. Naszym jedynym prawem jest dochowywanie tajemnicy. Gdy ktoś je złamie, on i osoba uświadomiona zostają zabici. W każdym razie...  Cała historia rozpoczęła się w "redakcji" naszej szkolnej gazetki. Nauczycielka od polskiego, swoją drogą moja wychowawczyni, próbowała przemówić mi do rozsądku. Gdybym wtedy jej posłuchała, nic by się nie stało. Ale ja zawsze wiem lepiej...
- Koori, wiem, że masz chęci i dobre pomysły, ale niestety nie potrafisz pisać. Przykro mi - powiedziała, a we mnie się coś zagotowało. Ja nie potrafię pisać? JA? Uspokoiłam się po chwili.
- Ale... Niech pani mi da szansę, pani profesor! Proszę... jakiś artykuł na próbę? - zapytałam, patrząc jednocześnie na zegarek. Była jedenasta. Idealna pora na wagary. Nauczycielka ze znużeniem pokiwała głową
- No dobrze. Napisz jakiś artykuł na jakiś temat. Jakikolwiek. Masz dwie godziny. O trzynastej widzę cię z powrotem razem z artykułem długim na co najmniej 300 słów.
- Dziękuję, pani profesor! Bardzo dziękuję!
- rzuciłam uradowana, zrywając się z krzesła. Pobiegłam prosto do biblioteki. Niby mamy komputery w szkole, ale połączenie jest tam tak słabe, że google ładuje się pół godziny. Poza tym do mojej ulubionej biblioteki mam parę minut spacerkiem. Wychodząc ze szkoły spotkałam Xandera - najgorszego bandytę w szkole. Nieraz miałam ochotę go zaatakować, ale nie miałam odwagi... poza tym zawsze był w otoczeniu swoich sługusów, Mike'a i Butchera. Akurat stali w drzwiach i zbierali "darowiznę" od pierwszoklasistów. Odepchnęłam Xandera, chcąc przejść, ale jego kumpel zagrodził mi drogę
- A dokąd to, Koori? Przeproś szefa, bo jeśli nie... - rzucił i błysnął swoimi zębami w groźnym uśmiechu. Widziałam go już tyle razy... Ale tym razem postanowiłam w końcu się postawić. Uniosłam dumnie głowę i odwróciłam się z powrotem do Xandera
- Przepraszam - powiedziałam
- Mądra dziewczyna - rzucił, a ja uśmiechnęłam się złowrogo
- Przepraszam, że jesteś takim palantem i leniwym skurwielem - dodałam po chwili, a potem warknęłam - Nie próbuj wchodzić mi w drogę, bo tego pożałujesz, jasne, śmieciu? - Nie czekając na odpowiedź wyszłam przez otwarte drzwi. Xandera zatkało. Gdyby tak nie było, już biegłby moim śladem z mordem w oczach. Chyba nikt jeszcze nie odważył się powiedzieć mu tego, co dawno powinien usłyszeć. Cóż... W końcu jeśli go zabiję, to nie ujawnię mu tajemnicy, prawda? A jeśli przyjdzie z kumplami, tym lepiej dla mnie - załatwię trzech za jednym zamachem.
Pogrążona w rozmyślaniach weszłam do biblioteki. Szybko napisałam artykuł o ciekawych zabytkach Polski, które nie są zbyt sławne. Zapisałam pracę na pen drive i powolnym krokiem udałam się z powrotem do szkoły. Miałam jeszcze nieco ponad godzinę, by zdążyć oddać mój zajebisty artykuł i dostać się do redakcji. W połowie pustej zwykle uliczki zauważyłam, że mam rozwiązaną sznurówkę. Schyliłam się, by ją związać, i wtedy poczułam jakiś dziwny zapach. Wzruszyłam ramionami i wyprostowałam się... a wtedy na karku uczułam chłodny pocałunek stali. Zamarłam z bezruchu.
- Wiele błędów ci wybaczyłem, Koori. Tym razem jednak przegięłaś pałę. Ja zawsze dostaję czego chcę... a teraz chcę twojej śmierci - wyszeptał Xander prosto w moje ucho. Odwróciłam się powoli, unosząc ręce w geście kapitulacji. Byliśmy tu sami. Nikt tędy nie chodził, bo z tej uliczki często dobywało się mrożące krew w żyłach wycie. Sama o to dbałam. Tym razem pożałowałam swojej decyzji, by iść tędy. Cóż... niestety nie można cofnąć czasu. Za to ja się cofnęłam. Xander zamierzał się już do ciosu. Odskoczyłam, modląc się o to, bym nie musiała go zabijać. Nie byłam jeszcze gotowa. Katem oka zauważyłam poruszenie przy jednym końcu uliczki. Riqsha! Ona też tędy często chodziła. Nie bała się niczego. A na pewno nie wilków, które uwielbiała. Dziewczyna na pewno zaraz ich zauważy i ucieknie, więc nie drgnęłam, żeby Xander jej nie dostrzegł. Spojrzałam na niego proszącym wzrokiem
- Nie rób tego... proszę - wyszeptałam, udając przerażenie. Jestem dobrą aktorką. Chłopak był przekonany o moim strachu i uśmiechnął się parszywie
- Nie? A niby dlaczego nie, patałachu? - roześmiał się - Najpierw niby taka odważna, a teraz proszę... strachliwa niczym kocię. Wiesz, czego najbardziej nienawidzę? - zapytał cichym, zimnym głosem. Pokręciłam głową - Nienawidzę tych, którzy udają kogoś, kim nie są. Jak ty - dodał i zamachnął się nożem. Odskoczyłam i zawarczałam. Nie miałam wyboru. Nawet jeśli Riqsha to zobaczy to trudno. Najwyżej wmówi się jej, że miała halucynacje. Nie spodziewałam się jednego - że dziewczyna skoczy i przyjmie na siebie mój cios. Krzyknęła głośno i upadła na ziemię. Czerwona kreska biegła od odsłoniętej teraz piersi do pępka. Tego już było za wiele
- Teraz twoja kolej - rzucił zimno.
- Nie - odparłam - teraz twoja kolej, parszywy morderco! - poczułam na plecach drgawki. Tak, to był ten moment. Moje kości zniknęły. Uwielbiałam to uczucie, gdy wydawało mi się, że jestem ulotna niczym wiatr. Gdyby ktoś zaatakował mnie w tej postaci, zginęłabym od jednego draśnięcia. Temu idiocie jednak to przez myśl nie przeszło. Moje kości uformowały się na nowo, tym razem w postaci wilka. Moją skórę porosło twarde niczym skała futro. Teraz już nie miał szans mnie zadrasnąć. Zaśmiałam się widząc jego przerażoną minę
- Zdziwiony? - zapytałam okrążając go - Nie masz dokąd uciec. Myślisz, że zdołasz mnie pokonać? - dodałam, patrząc w jego zimne, niebieskie oczy
- Tak - odparł otrząsając się. Potem odrzucił nóż. Również zaczął się przeistaczać. Jednak robił to inaczej niż ja. Jego kości nie znikały, a jedynie zmieniały kształt. Nie stał się też wilkiem, a hybrydą wilka i człowieka.
Wilkołak.
To nie jest tak, że Wilkor i wilkołak to inne rasy. Wilkołaki... zmutowały. Jak, zapytacie? Chętnie wam opowiem.
Wilkory jako zwierzęta mogą lepiej patrolować teren niż jako ludzie. Są lepiej przystosowani. Węch, słuch, wzrok, te wszystkie cechy nam pomagają. Poza tym po ulicy kręci się pełno psów z wyglądu nawet nieco podobnych do wilków. Ale... czemu patrolujemy? Wszystko przez wampiry.
Są wampiry, które żywią się ludźmi, ale ich nie zabijają. Jad z ich śliny nie zmienia w wampira, lecz paraliżuje ofiarę, dając jej uczucie błogości. Te wampiry mają swoją grupkę oddanych "karmicieli" i tworzą wspólnotę. Z nimi mamy zawiązany sojusz.
Problem stanowią wampiry zabijające ludzi. Nazywamy ich strzygami. Strzygi są problemem w tak małym mieście jak nasze. Gdy ktoś zginie, od razu wszyscy o tym wiedzą. Kiedyś ludzie znajdując ciała ofiar bez kropli krwi wpadali w panikę. Naszym zadaniem jest znaleźć taką strzygę, a zadaniem wampirów jest upozorowanie wypadków, na przykład pożarcia przez piranie czy coś.
Po co jednak i skąd wilkołaki? Wilkołakiem staje się Wilkor, który zabije strzygę. Jest to trudne zadanie, czasami wręcz niemożliwe. Strzygi są niezmiernie szybkie i silne, lecz w naszych kłach powstaje śmiercionośna trucizna na strzygi. Jedynym problemem jest ich "krew". Przemienia Wilkora w pół-człowieka, pół-wilka. Taki osobnik jest awansowany na łowcę. Staje się równie silny i szybki, co strzyga. Niestety jego słuch i węch stają się tępe jak u człowieka. Wilkołak poluje na naprawdę groźne strzygi... i je zabija. Ale wciąż obowiązuje go nasze prawo, którego jedyną zasadą jest: dochowujcie tajemnicy. Oczywiście wilkołakowi dużo trudniej to zrobić niż Wilkorowi. W każdym razie... Riqsha spojrzała na mnie zdumiona
- Koori... - wyszeptała, a potem jej oczy się zamknęły. Przeniosłam wzrok na Xandera i zawarczałam gardłowo. Xander tylko się roześmiał
- Myślisz, że jesteś silniejsza niż strzyga? Nie sądzę. Ty nigdy nie widziałaś na oczy strzygi. Mogłaby cię zabić jednym pazurem. A ja... ja je zabijam od ręki. Naprawdę chcesz walczyć? - zapytał śmiejąc się. Wyszczerzyłam kły
- Niestraszna mi śmierć. Jeżeli jednak po mnie przyjdzie, dopilnuję, by znalazła i ciebie - odparłam, unosząc ogon do góry. Xander roześmiał się
- Zobaczymy, kogo znajdzie pierwszego. Wataha nie będzie zadowolona z ujawnienia się, nie sądzisz? - rzucił i zniknął w uliczce. Cholera, miał rację. Trudno, stało się. Wiedziałam, że jeżeli Riqsha przeżyje i stwierdzi, że wydarzyło się to naprawdę, obie dokonamy żywota. Przeistoczyłam się i podeszłam do dziewczyny. Patrzyła na mnie z przerażeniem i niedowierzaniem.
- Wszystko okej? - zapytałam. Dziewczyna słabo skinęła głową. Zauważyłam, że z rany nie sączy się krew. To dobrze, przynajmniej się nie wykrwawi. W każdym razie nie teraz. - poczekaj, sprowadzę pomoc - rzuciłam i pobiegłam do biblioteki. Starsza pani natychmiast zadzwoniła na policję i pogotowie. Daleko nie mieli, byli już po chwili. Pogotowie odjechało na rozkaz policji, zabierając ze sobą bibliotekarkę. Postanowiłam dyskretnie się ulotnić, ale przy wyjściu dopadł mnie policjant. Spojrzał na mnie surowo a ja zamarłam w przerażeniu.
Noah. Beta naszej sfory. Najważniejszy zaraz po Alfie. Skłoniłam się nieznacznie
- Witaj - rzuciłam cicho. Noah skinął głową i uniósł jedną brew.
- Witaj, Koori. Miło cię znów widzieć - odparł, choć jego głos mówił zupełnie coś innego. Pochyliłam się
- Wybacz - szepnęłam tak cicho, by tylko on ją usłyszał. Mężczyzna pokręcił głową z groźną miną.
- Najpierw przesłucham ją, a potem ciebie. Poczekaj na korytarzu - polecił, dotykając kabury pistoletu. Stanęły mi łzy w oczach. Gdyby nie moja głupota, ona mogłaby żyć. Gdyby nie jej odwaga, nie byłoby sprawy. Gdyby, gdyby... Ukryłam twarz w dłoniach. Czekałam chwilę... W końcu usłyszałam wystrzał. Wzdrygnęłam się. Teraz moja kolej. Mogłam jeszcze uciec, mogłam ukryć się w jakimś lesie w innym państwie... Ale nie chciałam. Już wiedziałam, dlaczego zabijali oboje. Nie dlatego, żeby nie zdradził sekretu drugi raz. Dlatego, że Wilkor miał wyrzuty sumienia i nie nadawał się już do sfory. Zamknęłam oczy. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi. A więc to już. Podniosłam się
- Zanim zrobię to, co muszę, opowiedz mi, jak to było - poprosił, a właściwie rozkazał. Zrobiłam więc to, co powiedział. Nie mogę przecież odmówić wykonania rozkazu Alfy lub Bety. Noah zmarszczył brwi.
- Xander... Tak, on jest jednym z potężniejszych wilkołaków. Nawet Alfa, który swą siłę czerpie ze sfory, mógłby mieć z nim kłopot. W sumie miałaś rację. Mimo to złamałaś naszą zasadę. Za to musisz ponieść konsekwencje. Twoje... intencje były czyste. Za to nie musisz ginąć - rzucił, a mnie zmroziło. Miałam żyć po tym, co zrobiłam tamtej dziewczynie?
- Nie chcę dalej żyć - oświadczyłam ponuro, patrząc mu prosto w oczy. Skinął głową
- Więc może pocieszy cię fakt, że Riqsha nie jest człowiekiem i obie przeżyjecie - rzucił już nieco cieplej
- Jak to nie jest człowiekiem? - zapytała rozhisteryzowana. Była jednocześnie zdumiona i szczęśliwa - i do kogo strzelałeś?
- Jest wampirem. Tym dobrym. Strzelałem w powietrze, by wzbudzić w tobie poczucie winy. Byłem pewien, że uciekniesz. Co nie zmienia faktu, że byłaś nieostrożna. Za to należy się kara śmierci. Co, gdyby ktoś tam zajrzał? Zobaczyłby wilka i wilkołaka. Marcus również poniesie konsekwencje. Dla ciebie jednak, za zgodą Alfy, będę łagodniejszy. Zamiast kary śmierci masz odnaleźć strzygę o tym zapachu, o której właśnie doniosła mi Riqsha - podał jej chustkę. Sam również był wilkołakiem, jak prawie każdy starszy członek watahy. Powąchałam materiał. Potem skinęłam głową
- Znajdę go - wiedziałam, że ta strzyga była facetem. Przemieniłam się w korytarzu i na zewnątrz wyszłam jako wilk. Złapałam powietrze w płuca. Z oddali poczułam znikomą woń, identyczną jak ta z chusteczki. Warknęłam i wystrzeliłam do przodu. W ciągu paru minut zbliżyłam się do woni. Wybiegłam z miasta - trafiłam na rozległy las nieopodal. Oprócz zapachu strzygi czułam też krew jelenia. Warknęłam głośniej. Nienawidziłam degeneratów pijących zwierzęcą krew. Niby nie zabijali ludzi, ale zabierali nam zdobycz. A tej niewiele był w pobliskich lasach. Niedługo zaczniemy głodować, jeśli nie wybijemy strzyg. One nie wiedzą, na którą zwierzynę można polować. Zabijają wyłącznie samice, zwłaszcza te w ciąży. Populacja jeleni i dzików spadła jak cholera. Przyspieszyłam jeszcze. W końcu zauważyłam strzygę. Była niska i krępa, co ułatwiało mi dostanie się do jej gardła. Zawyłam przeraźliwie. Potwór odwrócił się do mnie. Spodziewałam się, że ktoś tu przybiegnie za parę sekund... no, za paręnaście... za pół minuty... minutę?
Mimo upływu czasu strzyga nie uciekała. Wręcz przeciwnie, zbliżała się do mnie powoli.
- No cóż, wilczku, widać nikt nie przyjdzie. Nie powiedzieli ci, że oprócz wytropienia, masz mnie jeszcze zabić? - zapytał retorycznie. Oczywiście, że nie powiedzieli! gdyby tak było, spieprzałabym stąd gdzie pieprz rośnie, a nie biegła w podskokach, by wytropić mojego oprawcę! - Widzę, że nie - kontynuował - Będziesz moją dziesiątą ofiarą. W każdym razie dziesiątą, którą przyprowadzili mi Xander i Riqsha - rzucił, a ja zrozumiałam. Nie dość, że dokarmiają strzygę, to jeszcze zabijają pobratymców...
- A wiesz, że czuję potworne pragnienie? - zapytał mnie. Zawarczałam w odpowiedzi. Wiedziałam, że nie zdołam się wymknąć. Mogłam się tylko bronić. Wyszczerzyłam kły
- A ja potworny głód. Więc lepiej się przygotuj - powiedziałam warcząc. Strzyga roześmiała się. W takim tempie, że moje oko nie zdołało tego zarejestrować przeciwnik znalazł się za mną, łapiąc ręką za sierść na karku. Pociągnął mnie w górę, wystawiając moje gardło na światło dzienne. Zapiszczałam z bólu.
- Jestem zbyt szybki, zbyt silny, byś mogła się oprzeć. Zbyt... doskonały. Wampirem trzeba się urodzić, ale strzygą można się stać - rzucił, zbliżając usta do mego ucha. Potem pazurem przejechał mi po szyi. Zaśmiał się. A ja nie mogłam nic zrobić. Chyba, że...
Z prędkością błyskawicy odwróciłam się do niego i ostrymi pazurami przeorałam mu klatkę piersiową. Chyba zabolało, by krzyknął. W odruchu wyrwał mi futro, które trzymał, razem z skórą. Krew zaczęła cieknąc ze szczypiącej rany. Pisnęłam. Odskoczyłam zgrabnie, a potem znów zaatakowałam pazurami. Nie chciałam zmieniać się w wilkołaka. Bycie Wilkorem jest o wiele lepsze.
Co trzeba zrobić, by zabić strzygę? Są na to trzy sposoby. Mieć srebrne ostrze, spalić ją lub odciąć głowę. Cóż, najłatwiej byłoby wykonać te trzecią czynność. Moje pazury przeorały mu chudą szyję, z której trysnęła żółta, śmierdząca krew. Odskoczyłam, by nie skapnęła na osłonięty grzbiet. Strzyga zaśmiała się
- Nie możesz mnie zabić, Wilkorze. Jesteś zbyt młoda i słaba. Zbyt naiwna. By mnie pokonać, musisz stać się wilkołakiem - wychrypiał, a ja parsknęła, zadając kolejne cięcie. Strzyga się zaśmiała - Ewolucja przewidziała takie przypadki jak ty. Nasze grube kości przebić może tylko coś tak twardego jak stalowe pazury wilkołaka. Nie marne paznokietki szczeniaka - dodał. Miał rację, ale ja nie zamierzałam ich przebijać. Po kolejnym ciosie, przed którym on już nawet się nie bronił wycofałam się, nieco zmęczona. Strzyga uniosła brew. Potem podeszła do mnie spokojnie. Już nawet nie próbowała biec. Wycofałam się, dysząc ciężko. Jego skóra też do miękkich nie należała. Natrafiłam łapą na korzeń jakiegoś drzewa, dosyć wysoko umiejscowionego. Przeskoczyłam przez niego tyłem. Strzyga nie musiała tego robić, po prostu go obeszła. Stanęłam, upadając pyskiem na ziemię. Nie miałam siły. Być może miał to związek z tym, że pazury strzygi również mają w sobie jad paraliżujący.
- Wiedziałem, że w końcu się zorientujesz - rzucił, a potem roześmiał się - jednak zdenerwowałaś mnie. Zginiesz bardzo powoli - mówiąc to podniósł jedną rękę i podszedł bliżej. Z każdym jego krokiem miałam coraz mniej sił. Podniosłam się na chwiejnych łapach
- Wiesz, co ci powiem? Może i jestem słaba i naiwna, a także otruta twoim jadem, ale mam coś, czego ty nie masz. Inteligencję! - rzuciłam, a potem skoczyłam na strzygę. Upadła poranioną szyją na konar. Usłyszałam trzask kości. Zaczęłam rozdrapywać szyję pazurami. Mimo osłabienia po kilku minutach głowa leżała parę centymetrów od ciała. Przeistoczyłam się i dopiero wtedy poczułam potworny ból w plecach. Zajęczałam. Podniosłam głowę strzygi jako dowód za uszy i poczłapałam się w stronę miasta. Nie zdołałam jednak do niego dojść, gdy na drodze stanął mi Xander
- No, no, no... wszystko obserwowałem. Imponująca walka. Pokonałaś strzygę bez pomocy jadu, brawo. Ale czy pokonasz mnie? - zapytał, ukazując pożółkłe zęby. Zachwiałam się. Upuściłam w trawę głowę strzygi. Nie mogłam się przeobrazić, widziałam w jego łapie nóż. Wiedział, jaką Wilkory mają słabość. Zakręciło mi się w głowie i coraz bardziej chciało mi się spać. W głębi, głęboko za drzewami ujrzała sylwetkę innego wilkołaka. Postanowiła udawać, że go nie dostrzega.
- Nie muszę. Udowodniłam, że jestem silniejsza od strzygi. Ty nie stanowisz przeszkody, nawet w moim obecnym stanie - rzuciłam, ale Xander tylko się zaśmiał.
- Poważnie? Raczej nie masz większych szans. Lepiej przyłącz się do mnie. Stań po mrocznej stronie. W końcu przejmiemy władzę w mieście. Alfa zginie. A kto zostanie nowym Alfą? Ja! Z tobą u boku, jeśli zechcesz mi towarzyszyć. Jeśli nie, skończysz jako dywanik. Co wolisz - powiedział cichym, kuszącym głosem. Pokręciłam głową
- Nie dam ci tej satysfakcji, Xanderze. Dobrze wiem, że wolisz mnie zabić. Zrób to teraz. A jeśli chcesz miękki dywanik, pozwól, że najpierw się przemienię. To moje ostatnie życzenie - powiedziała ze spokojem. Wilkołak poirytowany pokiwał głową
- Tylko szybko, zaraz będą tu moi pobratymcy - powiedział. Jego pobratymcy. A więc to nie Noaha widziałam. Zmieniłam się w wilka i usiadłam. Zaczęłam węszyć. Czułam nie tylko Xandera, ale także Alfę, kilka wilkołaków i wielu Wilkorów. Wszyscy szukali Xandera. Nie bacząc na konsekwencję wzięłam oddech...
A potem zawyłam przeraźliwie.
Mój głos nie zdążył wybrzmieć, gdy poczułam ostrze noża wślizgujące się w moje ciało w okolicy płuc. Całe szczęście ich nie przebił. Zamknęłam oczy i upadłam. Chwilę potem usłyszałam tupot setek łap. Warknięcia, odgłos rozdzieranego mięsa i piski bólu. To były ostatnie odgłosy, które zarejestrował mój mózg, zanim nie zemdlałam.
Obudziłam się w swoim łóżku. Nie czułam bólu na plecach. Niepewnie odsłoniłam swoją klatkę piersiową. Nie było na niej żadnego śladu. Spojrzałam na godzinę. Była dopiero siódma rano. 24 stycznia. To wszystko... to nigdy się nie wydarzyło. To był tylko sen... Gdy o jedenastej przechodziłam obok "redakcji" zauważyłam ulotkę. Ze złością podarłam ją i wyrzuciłam. Może i to był tylko sen, ale... nie warto prowokować losu, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
My shocking dream...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
PokeUniverse :: Archiwum :: Pozostałe-
Skocz do: