Forum PBF pokemon
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`

Go down 
AutorWiadomość
Explique
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Liczba postów : 235
Join date : 05/12/2013

PisanieTemat: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   Wto Lut 11, 2014 12:16 pm

Moje zasady są proste. Wypełniacie formularz zgłoszeniowy i czekacie, aż go sprawdzę, po czym powiem wam, czy was przyjmę czy nie. Im bardziej kreatywne dzieła tym lepiej mi będzie pracować ^^.

Oto formularz:
Kod:

Imię:
Nazwisko(opcjonalne):
Wiek:
Wygląd:
Historia(tylko proszę nie zbyt długa @.@):
Region+Miasto początkowe:
Specyficzne przedmioty:
Dodatkowe informacje:
Prośby do MG:
!!!Proszę o nie pisanie, że już dostaliście pokemona i wyruszacie, gdyż w planach jest dość istotne spotkanie z profesorem w każdej z moich gier. Bardzo was proszę!!!
W przeciągu góra 48h powinienem sprawdzić wasz zapis. Jeśli w tym terminie tego nie zrobię, to proszę o konsultację bezpośrednio ze mną. Załączam numer gg oraz skype dla chętnych:

GG 25882280
Skype masterswallow

Piszcie jeśli macie jakieś pytania ect.

Pozdrawiam Explique ;3


Ostatnio zmieniony przez Explique dnia Sob Mar 01, 2014 11:09 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nando

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 18/02/2014
Age : 19

PisanieTemat: Re: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   Wto Lut 18, 2014 6:49 pm

Imię: Nando
Nazwisko: Tayora
Wiek: 15
Wygląd:
Historia: Nando nigdy nie wspomina dobrze swojego dzieciństwa. Jednakże zacznijmy tą smutną, a zarazem znienawidzoną historię młodego Tayory, która rozpoczęła się pewnego słonecznego dnia w kwietniu, roku 1999, w Opelucid City.
Chłopiec nigdy nie doznał ciepła rodzicielskiego, choćby nie wiem co. Od matki – nigdy, od ojca – tym bardziej. Cóż takiego skłoniło więc młodego, czarnowłosego mężczyznę do znienawidzenia rodziny? Zacznijmy więc od początku, od kiedy się urodził.
Kwiecień. Pogoda w tym miesiącu jest naprawdę zmienna. Czasami słońce wychodzi zza chmur, obserwując z zaciekawieniem krzątających się mieszkańców Unovy. Również deszcz znajdzie dla siebie w niektórych dniach miejsce, wylewając tysiące łez. Nikt dzisiaj nie spodziewał się, iż na świat przyjdzie Nando. Na początku posiadał jeszcze jakieś zainteresowanie rodziców, jednak gdy skończył 5 lat, był „zbędnym przedmiotem, na którego trzeba wydawać pieniądze”.
Tak, więc gdy skończył dziesięć lat, wyniósł się z domu. Po co miałby dłużej tam siedzieć? Gdzie piją, palą, zatruwają mu wiecznie życie, rodzice... Nic go tak naprawdę tam nie trzymało. Nawet matka.
Nando włóczył się bez celu ze cztery lata. Dopiero po takim czasie wrócił do domu. Urósł, wymądrzał oraz wydoroślał. Nabrał również zaufania w stosunku do innych osób. Gdy doszedł do swojego domu gdzie mieszkał, ze zdziwieniem dowiedział się od sąsiadki, iż jego rodzice po prostu wzięli rozwód. Starsza kobieta również mówiła, iż to było trzy lata temu. Czyli rok po tym, jak się wyniósł. W sumie... Cieszył się, ponieważ cały dom należał prawnie do niego. Jednakże czarnowłosy nie pozostał za długo w tym miejscu. Znów się wyniósł, idąc w stronę labolatorium. Po co? Ech, to powinno być wiadome! Po swojego startera, oczywiście.
Jego pierwszym Pokemonem została Snivy. Po tym wydarzeniu Nando wyruszył w dalszą podróż. Jakie niebezpieczeństwa staną mu na drodze? Zakocha się? Może spotka matkę, albo ojczyma? Nigdy nie wiadomo.
Region+Miasto początkowe: Wschodnia Unova - Opelucid
Specyficzne przedmioty: Złota harfa w kształcie Mew
Prośby do MG: Napotykanie na swojej drodze pokemonów ze wszystkich regionów - w końcu to Wschodnia Unova Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Explique
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Liczba postów : 235
Join date : 05/12/2013

PisanieTemat: Re: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   Wto Lut 18, 2014 6:57 pm

Ok Nando jak najbardziej
przyjęty

Nic dodać nic ująć ;3
Grę niedługo stworzę.
Tobie polecam stworzyć KP póki co bez pokemonów i w niej dopisać dodatkową rubrykę: Punkty JF. Wytłumaczę o co chodzi na gg.



_________________
KP

Moja drużyna:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jazon



Liczba postów : 38
Join date : 18/02/2014

PisanieTemat: Re: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   Wto Lut 18, 2014 8:27 pm

Imię: Jazoneus (Jazon)
Nazwisko: Ring
Wiek: 16
Wygląd:
Historia: Co można powiedzieć o Jazonie? Nie wiele. Jego historia jest nieznana ludziom trzecim, nawet on sam nie wie kiedy się urodził, czy jak ma na imię, ale zacznijmy może od początku.
Na zewnątrz królowała noc. W lesie panował totalny chaos - trwała burza z piorunami, które trafiały w siedliska dzikich pokemonów. Jedynym miejscem w całym lesie nienapastowanym przez pioruny (a nie były one zwyczajne ... miały czerwono-krwisty kolor) była stara leśna chatka, w której niegdyś mieszkał leśniczy, a po nim jego syn. Teraz nie było już to samo spokojne miejsce.
W środku panował brud i bałagan. Wszystkie meble były porozwalane po całej budowli. Ściany oblepione był pajęczynami i krwią, a pod jedną ze spróchniałych już ze starości ścian leżał nieboszczyk ... nie ... zaraz ... to wcale nie był trup. Był to młody dwunastoletni chłopak, który najwyraźniej stracił przytomność. Kiedy się obudził, burza doszła do stanu krytycznego, który mógł zagrażać istnieniu całego lasu. O dziwo nie robiło to na dziecku żadnego wrażenia. Wstał, otrzepał się z kurzu i zaczął przechadzać się po chatce, szukając przydatnych i wartościowych przedmiotów.
[Następnego dnia rano] Burza ucichła. Spowodowała straszliwe szkody w całym przepięknym naturalnym lesie. Drzwi od starej leśniczówki powoli otworzyły się z piskiem, a młody chłopak ujrzał światło dzienne - kto wie, być może pierwszy raz w życiu. Dwunastolatek znalazł w mieszkaniu trochę ubrań, akurat na jego rozmiar, a poza tym znalazł plecak, trochę starych książek (głownie naukowych), oraz wiele innych niezbędnych przedmiotów. Były wśród nich jednak dwa, do których najwyraźniej dzieciak się przywiązał, a był to nóż, a dokładniej sztylet, bardzo ostry sztylet i MP-3 wraz z zestawem słuchawek. Chłopak ruszył w kierunku wielkiej szopy, w której pan Smith, były mieszkaniec leśniczówki, przechowywał m.in. drewno i wszystkie inne potrzebne przedmioty. Chłopak pchnął wielką bramę, a naprzeciwko wejścia ujrzał ... ciało leśniczego. Młodzieniec złapał się za głowę,zupełnie jakby ktoś rozsadzał mu ją na pół, zaczął słyszeć głosy, straszne głosy ...
W czasie kolejnych miesięcy chłopak zaczął poznawać świat. Przyjął imię syna leśniczego, które jak sobie zdołał przypomnieć, samumu zabił, a dokładniej Jazoneus Ring. Zadomowił się w tej małej chatce i żył przez długo spokojnie, tracąc co jakiś czas przytomność i budząc się kilka godzin później usmarowany krwią. Nie podobało mu się to, ale wiedział już czym to było spowodowane: miał tak zwane roztrojenie osobowości, był on, chłopak o imieniu Szymon, i bestia, którą nazwał Hikijari. Zrozumiał również kiedy wydostają się oni z jego głowy, po to, aby przejąć kontrole nad jego ciałem, a działo się to wówczas, kiedy był mocno osłabiony, lub wściekły. Zauważył również, że jeśli spożywa krew opuszcza go również jego alter ego. Dlaczego powiedziałem to w liczbie pojedynczej? Dlatego, iż jak dotąd tylko Szymon wydostał się z podświadomości. Jazon podzielił utratę "siebie" na 10 stopni, gdzie przy szóstym wydostać miał się Hikijari. Przez wiele czasu uczył się opanowywać kolejne stopnie opętania, lecz jak dotąd nie potrafił panować nawet nad pierwszym. Dlaczego się tego uczył? Gdyż zdobywał wtedy większą siłę, sprawność itp. cechy. Przy przemianie następowały również zmiany wyglądu chłopaka, ale o nich opowiem może przy innej okazji.
[Wiele czasu później] Chłopak żył przez całe lata walcząc ze swoimi słabościami, jednak wiedział, że w tym miejscu nie zdoła ich pokonać. Dlatego właśnie postanowił wyruszyć w podróż. Zabrał ze sobą podstawowe przedmioty, sztylet, MP-3 (która jak się przekonał nigdy się nie psuła i nie potrzebowała ładowania], trochę papierosów, a także jakieś dziwne białe proszki, które, jak doczytał w książkach był narkotykami, silnie uzależniającą substancją, na którą był duży pobyt na rynku. Wziął więc ze sobą tego tak dużo jak mógł i wkradł się na statek płynący do Johto, gdzie zamierzał rozpocząć swoją podróż. Nie rozmawiał z ludźmi, gdyż nie potrafił być normalny, całe życie spędził na odludziu, więc nie było się czemu dziwić.
[Kilka tygodniu po rozpoczęci podróży] ... wreszcie dotarł do laboratorium Profesora Elma ...
Region+Miasto początkowe: Johto, Newbark
Specyficzne przedmioty: Narkotyki, Sztylet, Magiczna MP-3
Dodatkowe informacje:
- Tajemniczy
- Samotnik
- Mroczny
- Zabójczy
- Świetnie wyćwiczony
- Posiada stopnie opętania
- Potrafi być okrutny i bezwzględny
Prośby do MG: Jeśli chodzi o mój charakter, to w czasie podróży będzie ulegał drastycznym zmianom, chciałbym, abyś dawał mi dużo wątków kryminalnych, nieprzeczepionych dawką adrenaliny. Jeśli chodzi o stopnie przemiany, to na razie mam tylko ich zarys w głowie i dopiero w czasie przemiany będę opisywał zachodzące zmiany, które potem dołączę do zapisu do poszczególnych stopni. W razie czego uzgodnimy wszystko w miedzy czasie na GG Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Explique
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Liczba postów : 235
Join date : 05/12/2013

PisanieTemat: Re: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   Sro Lut 19, 2014 1:12 pm

No cóż... mimo nielicznych błędów w historii, zapis jest porządnie zrobiony i nawet mnie ciekawi ta historia.
Więc przyjmę, ale na
Okres Próbny
Po tygodniu zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie, bo nie wiem czy uda mi się ogarnąć taką tematykę.
Tak jak wyżej koledze radziłem, stwórz sobie już KP bez pokemonów tylko dodaj rubrykę Punkty JF. W razie pytań => gg ;3

_________________
KP

Moja drużyna:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlie

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 23/11/2013

PisanieTemat: Re: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   Pią Lut 28, 2014 6:03 pm

Imię: Charlie
Nazwisko(opcjonalne): Blaze
Wiek:18
Wygląd:
Historia(tylko proszę nie zbyt długa @.@):

6 lat:

Nadszedł jeden z wyjątkowych dni w życiu Charlie, dzień jej szóstych urodzin. Bardzo podnieciła się tym wydarzeniem, tak bardzo, że aż nie mogła tej nocy spać. Ciągle spoglądała na zegarek pytająco. która godzina? Kiedy ranek? Nie mogła tego wytrzymać i postanowiła wybrać się na spacer. Była jeszcze wówczas głucha noc. Jedyne co oświetlało drogę dziewczynce to księżyc. Tej nocy, podczas tego spaceru czas zdawał się nie istnieć a jednak istniał. Co jakiś czas na niebo wysuwały się pojedyncze gatunki Pidgey'i. Przez las przebiegały także pojedyncze Poochyeny. Spacer był a przynajmniej zdawał się być krótki. Nastał ranek. Jak codziennie o godzinie 7:00 zabił jeden z dzwonów na ratuszu miasta, dzwoniący zawsze o godzinie 7:00 , 12:00 i 16:00 Charlie szybko wówczas pobiegła do domu. Gdy do niego dotarła było już po ósmej a w domu nikogo nie było. Dziewczynka przeszukała każdy zakątek domu, jednak nikogo tak nie znalazła. Nawet Buizel, pokemon jej matki, który rzadko wychodził z domu jako stworek "kanapowy" gdzieś zniknął.

10 lat:

Dokładnie cztery lata po tajemniczym zniknięciu jej rodziców. Charlie przez cały ten okres spędziła u wujka i cioci. Usamodzielniła się bardzo przez ten okres czasu nie mając kogoś, kto by się o nią troszczył. Mieszkanie u cioci i wujka oraz życie z ich nieznośnym synem nie było dla niej czymś przyjemnym.
- Może i nie mam jeszcze pokemona, ale bądź pewny, że kiedyś go dostanę... - Rzekła podczas jednej z przechwałek chłopaka chcąc szybko zakończyć temat. Nie wiedziała jednak co odpowiedzieć na  jego wszelkie przechwałki i wspomnienie o zawsze zapominanych przez opiekunów urodzinach. Bardzo ją to jednak bolało. Zawsze gdy Green miał urodziny, świętowano.  A jej ani nie mogli upiec/kupić tortu. Postanowiła jednak o tym nie myśleć. Jednego była pewna, kiedy dostanie swojego pokemona utrze nosa temu wrednemu chłopakowi. Ten zaniedbywał treningi i praktycznie wykorzystywał swojego Bulbasaura do straszenia innych i chwalenia się.

18 lat:

Dzwonek do drzwi. Byle tylko zdążyć otworzyć przed wujkiem, ciocią albo Greenem - Pomyślała, szybkim krokiem podeszła do drzwi. Stanęła w progu i ku jej zaskoczeniu nie było tam nikogo, była jednak tam niezbyt duża paczka, brak jednak informacji kto ją przysłał. Była tylko podpisana, czarnym markerem: "Dla Charlie Blaze"
Nie zastanawiając się dłużej, chwyciła karton i zaniosła do swojego pokoju, zdawało jej się to cudem, że ktoś coś jej przysłał. Widać tego dnia szczęście bardzo sprzyjało dziewczynie. Poszła do kuchni, chwyciła ostry kuchenny nóż i rozcięła nim taśmę, którą był obwiązany karton. Była tam karteczka i pokeball, na karteczce było napisane:

Droga Charlie Blaze

Od jakiegoś czasu twoi rodzice rozstali się z tobą, było to skutkiem nagłej choroby twojej matki. Ojciec zaś, został liderem sali w odległym regionie. Prosił mnie, abym wysłał Ci pokemona, który niedawno został złapany przez niego jest to Charmander sam lider sali, został zaatakowany przez nieznaną organizację grasującą w regionie...
Reszty listu jakimś cudem nie udało się odczytać, jakby był czymś zalany. Charlie czuła, że to może być coś ważnego, ale co tam było napisane? W pudełku faktycznie znajdywał się jakiś pokeball z pokemonem. Dziewczyna wzięła niezwłocznie plecak i jak najszybciej wyszła z domu w poszukiwaniu przygód.

Region+Miasto początkowe: Pallet Town, Kanto
Specyficzne przedmioty: -
Dodatkowe informacje: -
Prośby do MG: Proszę o ciekawą przygodę.


Ostatnio zmieniony przez Charlie dnia Sob Mar 01, 2014 8:34 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Allex



Liczba postów : 19
Join date : 27/02/2014

PisanieTemat: Re: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   Pią Lut 28, 2014 8:06 pm

Imię: Hiroki
Nazwisko: Green
Wiek: 12 lat
Wygląd:
Historia: Dziś był piękny dzien. Słońce wyszło zza chmur, śnieg pięknie błyszczał. Uznałem, że spacer mi dobrze zrobi. Poszedłem do mojej ulubionej kawiarni. Usiadłem przy stoliku i zamówiłem gorącą czekolade. Przy stoliku obok siedziało trzech mężczyzn. "Niechcący" podsłuchałem ich rozmowę. Spierali się o cenę czegoś, ale nie było to tanie. W końcu dwaj mężczyźni zgodzili się kupić to coś za wyższą cenę, ale nie byli zadowoleni. Piłem czekoladę coraz szybciej, bo widziałem, że oni już się zbierają. Zapłaciłem za nią szybko. Kiedy trzej mężczyźni wyszli, ja poszedłem za nimi. Nawet nie wiem dlaczego. Szedłem za nimi aż się zatrzymali w ciemnym zaułku. Mężczyzna wyjał z kieszeni to coś, a drugi wziął to. Pierwszy czekał chyba na zapłatę, ale doczekał się jedynie ciosu w twarz od trzeciego. Upadł na ziemie, a tamci tylko się zaśmiali. Zakradłem się cicho do tego, który trzymał tą rzecz, a kiedy byłem blisko wyrwałem mu to z ręki i zaczałem uciekać. Nie wiedizałem po co to robię. Zanim oni zorientowali się co się stało ja już byłem dość daleko. Biegłem przez środek miasta, omijałem ludzi, ale w końcu musiało się to zdarzyć. Biegłem najszybciej jak mogłem, ale kiedy ominąłem jednego człowieka, jak z pod ziemii wyrósł inny. Wpadłem na jakiegoś chłopaka i razem przewróciliśmy się na śnieg. On wstał szybko, ale na mnie skoczył jego Pokemon. Wielki Houndoom wcisnął mnie jeszcze bardziej w śnieg, ale zaraz zszedł na komende pana. On złapał mnie za kołnież i podniósł do góry. Myślałem, że znów dostanę jakąś przestrogę typu "Nie biegaj tak szybko", ale jednak się myliłem. Jedyne co dostałem od trenera Houndooma to cios w twarz przez który znów wylądowałem w śniegu. Zaraz kiedy mnie uderzył odwrócił się i w tłumie zobaczyłem już tylko jego powiewający szalik. Już nawet zapomniałem dlaczego tak biegłem, ale przypomniałem sobie, keidy zobaczyłem dwóch mężczyzn przeciskających się przez tłum. Wiedziałem, że nie opłaca się uciekać, bo musiałbym jeszcze wstać ze śniegu, a oni byli blisko, więc schowałem Moss Rock do skarpetki. Oni szybko podeszli, chwycili mnie i zaciągneli do jakiegoś zauka. Tam chciali już coś mówic, ale zobaczyli mały tłumek ludzi wpatrujących się w nas. Jeden z nich popatrzył na drugiego i wyjął Pokeballa. Z małej kulki wyłonił się olbrzymi Salamence. Wsiedli na niego, ja również byłem zmuszony. Odlecieliśmy. Za kilkanaście minut wylądowaliśmy w jakimś ośnieżonym lesie. Salamence wrócił do Pokeballa, a mężczyźni zwrócili się do mnie. Już chciali coś powiedzieć, ale ja szybko schyliłem się, jedną ręką wyjąłem Moss Rock, a drugą nabrałem śniegu. Sypnąłem nim w ich oczy żeby zyskać na czasie i popędziłem jak najszybciej w kierunku, w którym, jak mi sie wydawało był dom.

***

Było mi zimno. Biegnę już długo, ale jest tu pełno śniegu, który strzepuje na siebie przedzierając się jak najszybciej przez geste krzaki. Pogoń poruszała sie trochę wolniej, ale wydawało mi się, że jest coraz bliżej. Może jednak na prawdę oni są szybsi? Co chwila słyszałem krzyki: "Szybciej, nie może uciec!", "Musimy mu to odebrać!". Zawsze kiedy je słyszałem chciałem przyśpieszyć, ale byłem zbyt zmęczony. Wiedziałem, że nie mogę im tego oddać, trzymałem to mocno w ręce. "Nie będziemy się z nim tak uganiać! Nie lepiej napuścić na niego Pokemony? Może go nie zabiją...", kiedy usłyszałem te słowa ciarki przeszły mnie po plecach. Usłyszałem dźwięk Pokemona wychodzącego z Pokeballa i kolejnego ścigającego. Teraz jednak był na prawdę szybszy. Chciałem przyśpieszyć, ale nie mogłem. Biegłem w starym tempie, choć wiedziałem, że to nie wystarczy. Odwróciłem się w biegu. Już widziałem jak biegnąca Mightyena porusza gałęziami, którymi przed chwilą poruszałem ja. Zobaczyłem, że, za najbliższymi drzewami nie ciągnie się las. Możliwe, że to miasto, że ktoś usłyszy moje krzyki i mi pomoże. Te myśli dodały mi energii i jednak przyśpieszyłem. Wyskoczyłem z lasu, ale nic tu nie było, nawet trawy, jedynie śnieg na ziemi... Znów usłyszałem pogoń. Mightyena była jeszcze bliżej. Ruszyłem znów, ale było ciężej. Mightyena również wyskoczyła z lasu. Chciałem jeszcze przyśpieszyć, las był już nawet blisko. Udało mi się wycisnąć z siebie więcej siły, choć nawet nie powinno jej już tam być. Niestety mi się udało.... Kiedy tylko przyśpieszyłem wydarzyło się wiele rzeczy na raz. Ścigający ludzie wybiegli z lasu. Mightyena skoczyła na mnie, a ja poślizgnąłem się na lodzie. Tak, na lodzie. Nie była to polana bez trawy tylko zamarznięte jezioro pokryte warstwą białego puchu. Poke-wilk dopadł mnie w końcu. Niby się poślizgnąłem, ale i tak naskoczyła na mnie. Długie pazury wbiły się w moje plecy. Przez grubą bluzę może nie powinienem tego czuć, a jednak bardzo bolało. Lecieliśmy w kierunku lodu może krócej niż sekundę, ale dla mnie było to bardzo długo. W końcu upadłem na lód. Słyszałem poszczękiwania, wiedziałem, że lód zaraz się załamie. Mightyena przyciskała mnie do ziemi, a ludzie byli już bardzo blisko. Wiedziałem, że już niedługo zakończę życie, ale jednak nadal ściskałem to w dłoni. Jeśli naszła by mnie jednak ochota na dalsze życie to musiałem najpierw pozbyć się ciężkiej Mightyeny przez którą nie mogłem się ruszyć. Niestety nie miałem już siły na nic. Może mógłbym wstać i biec, ale nie zrzucić ją z siebie. Nagle ona zeszła. Myslałem, że może zrobiło jej się mnie żal, ale zaraz kiedy uwolniłem się od niej chwycił mnie brutalnie jakiś mężczyzna. Postawił mnie na nogach i wymierzył mi silny cios w twarz. Nie mogłem się utrzymać na nogach, znów poleciałem na lód. Miałem nadzieję, że przynajmniej stracę przytomność, ale nawet to się nie stało. Upadłem na lód, znów usłyszałem zgrzyty w lodzie, ale głośniejsze, coraz głośniejsze. Lód pękł, wpadłem do przeraźliwie zimnej wody, oczy zaczęły mi się schodzić, rozluźniłem uchwyt, Moss Stone wysunął mi się z ręki i powędrował razem ze mną na dno jeziora.

***

Powoli otworzyłem oczy. Przez chwilę nie wiedziałem nawet gdzie jestem, ale przypomniałem sobie wszystko. Znalezienie Moss Stone'a, odmowa oddania go, zniewolenie, ucieczka i to jezioro. Dopiero dotarło do mnie, że ociekam wodą i, że jest mi strasznie zimno. Cały byłem obolały, a w dodatku miałem mocno skrępowane ręce i nogi. W tym momencie chciałem tylko chwilę odpocząć, nawet nie spać, po prostu usiąść i spokojnie posiedzieć, nic więcej. Postarałem się rozejrzeć dookoła.Byłem w jakimś starym domu, bardzo starym. W pomieszczeniu byłem tylko ja, ale z poprzedniego pokoju słyszałem rozmowę. Spróbowałem usiąść albo przynajmniej obrócić się tak aby było mi trochę wygodniej, bo w tej pozycji przygniatałem sobie lewą rękę. Udało mi się, oparłem się o ścianę, ale niestety od ściany odczepiło się parę kawałków gruzu i upadły na inne, co sprawiło, że mężczyźni z pokoju obok usłyszeli mnie. Szybko weszli do pokoju i obaj zaśmiali się. "Proszę, proszę. Nasz złodziej się obudził. Gadaj, gdzie schowałeś Moss Stone?" - to usłyszałem od pierwszego z nich, ale nie miałem pojęcia o co chodzi. Byłem pewien, że Moss Stone wysunął mi się z ręki, kiedy byłem już w jeziorze.
- Nie wiem gdzie może być. Myślałem, że znaleźliście go już. - odpowiedziałem mężczyźnie, ale wyraźnie nie spodobała mu się taka odpowiedź.
-Słuchaj, powiedz nam to. Jeśli nam powiesz, my może jedynie cię pobijemy i zostawimy gdzieś w lesie... A jak nie to zabijemy Cię, chyba lepiej przeżyć, prawda? Jest mała szansa, że ktoś Cię znajdzie. - Taka odpowiedź nie zadowoliła mnie, nie wiedziałem co mogę zrobić w tej sytuacji.
-Ja na prawdę nie wiem gdzie to może być. Kiedy wpadałem do jeziora to miałem to w ręce! - Nie umiałem wymyślić nic na poczekaniu, mówiłem prawdę.
-Mamy w to uwierzyć? Myślisz, że nie mamy Pokemona, który przeszuka dno jeziora? Nic tam nie ma. - Tym razem odezwał się drugi mężczyzna - Decyduj się szybko. Albo nam pomagasz albo zabijamy Cię na miejscu. - Nie miałem zbyt wielkiego wyboru. Jako, że nie wierzyli w to, że mówię prawdę to musiałem kłamać. Mogłem im powiedzieć, że schowałem Moss Rock w każdym miejscu, w którym byłem od kiedy im uciekłem. Na pewno by tam poszli to szybko, nie mają zbyt wiele czasu na dostarczenie go, ale problem pojawiłby się gdyby zabrali mnie ze sobą. Trzeba jednak było ryzykować.
- Dobrze, powiem Wam gdzie to schowałem! - powiedziałem szybko.
- Wiedziałem, że wybierzesz mądrze. Więc? Gdzie to schowałeś? - Odpowiedział mi pierwszy mężczyzna.
- Uciekając przed Wami przez las mijałem wielkie drzewo, korzenie wystawały nad ziemię. Moss Stone wrzuciłem między nie. - Mówiłem wymyślając jakieś nieistniejące drzewo.
Obaj mężczyźni patrzyli na mnie chwilę w milczeniu. Miałem nadzieję, że nie odkryją kłamstwa.
-Tak, chyba sobie przypominam. Prawie się potknąłem o te korzenie. - Nie wierzyłem własnym uszom. Przecież nawet nie było tam takiego drzewa, a na pewno nie przebiegałem obok niego. Nie mogłem uwierzyć we własne szczęście. I tak doszedłem w opowiadaniu do tego punktu. Dwaj mężczyźni wybierają się po Moss Stone, a ja siedzę przy ścianie czekając na ich decyzję czy zabiorą mnie, czy tu zostawią. Oby to drugie. Obaj mężczyźni są gdzieś dalej, raczej na parterze, bo nie słyszę ich dobrze. Po chwili rozmowy nastąpił śmiech, a po nim jeden z mężczyzn zaczął wchodzić na górę, w moim kierunku. Wchodzi do pokoiku...
- Spisałeś się, mały. - powiedział pierwszy mężczyzna - Chyba możemy Cię teraz wypuścić. - W to nie mogę uwierzyć jeszcze bardziej. Jak to w ogóle możliwe? Ku memu niedowierzaniu mężczyzna rozwiązał mnie i pokierował w stronę wyjścia. Wstałem i ruszyłem drogą, którą mi pokazywał. Zszedłem po wąskich, drewnianych schodach i ujrzałem drzwi. Obok nich stoi drugi mężczyzna. Jedną ręką pokazuje mi wyjście, a druga trzyma za nimi, coś chowa, ale co..?
- Żegnamy. - Powiedzieli obaj. Ostrożnym krokiem ruszyłem do drzwi. Stanąłem w progu i już chciałem wyjść na zewnątrz, kiedy drugi mężczyzna wyciągnął to co chował. Duży kawałek gruzu. Nie zdążyłem zareagować, a już zamachnął się i uderzył mnie w głowę. Padłem na ziemię, a przed oczyma miałem już tylko ciemność.

***

Otworzyłem oczy. Co się właściwie stało? I gdzie ja jestem. Leżę na podłodze jakiegoś starego domu, ale co to za dom? Mój? Raczej nie, wygląda na opuszczony. Muszę usiąść, strasznie boli mnie głowa. Ale właściwie dlaczego? Ktoś mnie uderzył? Zapewne, ale dlaczego... Nie mogę tak tu siedzieć, zwiedzę ten dom. Jedną ręką masując się w bolące miejsce wstaje i powoli ruszam do innego pokoju, ale zatrzymuję się w połowie drogi. Nawet nie pomyślałem, żeby sobie ułożyć wszystko w głowie. Chciałbym wiedzieć co i jak się stało. Myślę... Ale nie, nie mam pojęcia. Zapomniałem, ale może gdzie ja właściwie jestem . Nie wiem nic. Nic nie pamiętam. Staram się coś sobie przypomnieć, ale nic... Nic nie wiem, nic nie mogę sobie przypomnieć. Mam rodzinę? Mam przyjaciół? Mam dom? Nie mam pojęcia. W nagłym przypływie waleczności postanowiłem to zmienić, ale najpierw obejrzeć ten dom. Wszedłem do drugiego pokoju. Ten również był stary, ale jakby używany. Fotele wyglądają jakby ktoś na nich niedawno siedział, a w kominku jeszcze pali się mały ogień. Na stoliku za to leży coś ciekawszego. Leżało tam 5 Pokeballi i Pokedex. Nie widzę nic takiego przy sobie, może to moje? Raczej tak. Wezmę balle i pokedex, ciekawe po co zostawili mi taki ekwipunek... musieli się dowiedzieć, że nie długo wyruszam w swoja pierwszą podróż pokemon, ale w obecnej sytuacji raczej muszę się dowiedzieć więcej o sobie. Postarałem się sięgnąć w głąb pamięci, może przypomnę sobie jeszcze coś oprócz imienia i nazwiska. Wyglądało na to, że nic z tego nie będzie, cóż wolę rozejrzeć się trochę po okolicy zamiast gnić tu bezczynnie czekając aż tamci dwaj wrócą i mnie złapią- powiedziałem do siebie w myślach po czym wyszedłem na dwór, po krajobrazie jaki zobaczyłem, stwierdziłem, że jestem gdzieś na obrzeżach miasta Pallet.
- Pomyśleć, że w wieku zaledwie 12 lat przeżyłem taką przygodę jakiej mógłby pozazdrościć nie jeden dorosły- powiedziałem do siebie tym razem na głos, po czym dodałem:
- Przyznaję, co innego oglądać filmy przygodowe w telewizji a co innego przeżywać, to naprawdę- powiedziałem, po czym znowu się zastanowiłem, co dalej robić. Nagle jedna myśl przyszła mi do głowy:
A gdyby tak udać się do Profesora Oaka po startera? Jeszcze nie zacząłem swojej przygody jako trener pokemon i nie wiedziałem o tych stworkach dużo, ale z braku innych pomysłów postanowiłem tak zrobić.W końcu miałbym przynajmniej pokemona, który mógłby mnie obronić przed tamtymi mężczyznami o ile ich jeszcze kiedykolwiek spotkam- powiedziałem w myślach po czym udałem się w drogę do Laboratorium.
Region + Miasto początkowe: Kanto, Pallet Town
Specyficzne przedmioty: ---
Dodatkowe informacje: ---
Prośby do MG: Przyjmij mnie xd a tak na serio, to proszę o ciekawą przygodę
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Explique
Mistrz Gry
Mistrz Gry


Liczba postów : 235
Join date : 05/12/2013

PisanieTemat: Re: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   Sob Mar 01, 2014 8:30 am

Charlie:
Nie mam zastrzeżeń, jak najbardziej PRZYJĘTA

Allex:
Nie ukrywam namęczyłem się z czytaniem historii(a prosiłem nie za długa xD), ale mimo tego iż ilość tekstu jest odpychająca, to treść mnie naprawdę zaciekawiła.

Bez dwóch zdań: PRZYJĘTY

Obydwu wam zrobię grę jak tylko rozdam nagrody za turniej.

_________________
KP

Moja drużyna:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`   

Powrót do góry Go down
 
Se Magnificque!~Zapisy do Jaskółczego Grona`
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
PokeUniverse :: Przygody :: Gry Trenerskie :: MG Explique-
Skocz do: