Forum PBF pokemon
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zapisy do mnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Zapisy do mnie   Nie Lis 10, 2013 2:06 pm

Witam was! A oto i cała biurokracja początkowa:


Imię:
Nazwisko:
Wiek:
Wygląd(5 linijek lub obrazek):
Charakter(5 linijek):
Historia(co najmniej 15 linijek u mnie, a jak tyle nie napiszesz to po prostu oznacza, ze Ci nie zależy):
Starter:
Profesja:
Profesja poboczna:
Towarzysze:
Wrogowie:
Cele:
Prośby:
Dodatkowe przedmioty:
Typ ewentualnego romansu(yaoi, hetero, yuri czy mieszanka? [przepraszam graczy ale nie lubię po iluś tam stronach czytać pytania "A co byś zrobiła gdyby postać była gejem? wolę być przygotowana wcześniej])


Ostatnio zmieniony przez Nova dnia Pon Mar 17, 2014 4:47 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Kanrisha
Mistrz Gry
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 565
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Nie Lis 10, 2013 3:07 pm

Przed przeczytaniem skonsultuj się z lekarzem lub psychiatrą, gdyż każde następne słowo zagraża twojemu zdrowiu psychicznemu oraz pojęciu etyki. Uwaga: zawiera wulgaryzmy!

Imię: Kanrisha
Nazwisko: Noneme
Wiek: 17
Wygląd(5 linijek lub obrazek): Wysoka, wysportowana brunetka o fiołkowych oczach. Ubiera się w to, co akurat ma pod ręką. Lubi czarne ciuchy. We włosach ma spinkę, na której ukryty jest pokeball pomalowany na czarno, by wyglądał jak ozdoba. W nim też trzyma swojego Kyuu. Możnaby ją określić jednym słowem - złodziejka. Wygląda jak złodziej, a małe, zwinne ręce wcale nie pomagają zatrzeć tego wrażenia. Tym bardziej napis na kurtce: Trzymaj rzeczy blisko, bo kiedyś ci ich zabraknie". Hah. W każdym razie to na tyle w kwestii wyglądu ^^
Charakter(5 linijek): Po pierwsze: To ona jest alfą. Nienawidzi, gdy musi się podporządkować. Zawsze racja musi być po jej stronie(jak u kobiety przed okresem) i nawet gdy nie ma racji to upiera się, że ją ma. Jest wybuchowa, cwana, zwinna i nie zna pojęć takich jak honor czy godność. Jest za to odważna jak cholera. Nie boi się nowych wyzwań, choć nie zawsze ma na nie ochotę. Tak czy siak... Uwielbia pokemony i najchętniej przygarnęłaby każdego, który wpadnie jej w łapy. Za to nienawidzi policji i innych instytucji, które ograniczają wolność człowiekowi
Historia:

Witajcie. Postanowiłam opowiedzieć wam historię mojego życia. Cieszę się, że jesteście ty aż tak zainteresowani. Widzę jednego słuchacza... nie, dwóch, licząc mojego pokemona, śpiącego z nudów na moich kolanach. Co się tak patrzysz, słuchaczu? Nie mówiłam, że to będzie ciekawe. Ale zacznijmy od początku...
Urodziłam się jakieś siedemnaście lat temu w Pipidówie Mniejszym, zwanym też "ostatnim przystankiem przed Śmiercią" i Thevery, miastem złodziei. Słusznie. Wspomniana wcześniej celebrytka w czarnej kiecce trzymająca starodawną kosę jest wszędzie. Na ulicy, w sklepie, nawet w kiblu nie możesz czuć się bezpiecznie. Poważnie. Poza tym panują tam smród, brud, szczury, pająki i inne paskustwa. Pokemony są tu wystawiane do nielegalnych walk, w których nie mogą używać swych mocy. Walczą jedynie na kły, pazury i łapy. Oczywiście tylko jeden z nich wychodzi z tego żywy. Prawo dżungli, co poradzić. W każdym razie... Ja i mój brat bliźniak Eon mieszkaliśmy razem z rodzicami w jednej z lepszych dzielnic... co ja gadam, w jedynej dzielnicy, do której policja nie bała się zaglądać. Bogatsze rodziny oraz lokalni mafiozi zainstalowały alarmy antywłamaniowe, które skutecznie odstraszały marnych, ulicznych złodziejaszków. Gdy miałam jakieś siedem lat moja mama zmarła. Ojciec wziął sobie jakąś dziwkę z ulicy i spłodził z nią bękarta. Albo już była w ciąży i szukała frajera. Jedno z dwojga. Ojciec tak się zakochał, że wyrzucił mnie i Eona na ulicę. Co było robić?
Zaczęłam kraść. Nic dziwnego. Eon niestety gdzieś zniknął. Podejrzewałam, że wyruszył w podróż.
Mój nowy zawód był niebezpieczny. Nieraz skok się nie udał i siedziałam w pierdlu. Po kilku miesiącach policjantki z mojego rejonu nie zwracały na mnie uwagi. Zajmowały się tymi, którzy byli tam nowi. Cóż, szybko się okazało, że mało kto mógł mi dorównać umiejętnościami mimo młodego wieku. Szybko nauczyłam się pokonywać nawet najlepsze zabezpieczenia i likwidować alarmy, także te ciche. Żaden zamek nie miał przede mną tajemnic.
Ta sielanka trwała aż do moich siedemnastych urodzin. Zafundowałam sobie bilet na walkach pokemonów. Nie przepadałam za nimi, ale to miały być finału mistrzostw, tak zwana "elitarna dwójka". Też se wymyślili nazwę. Zero oryginalności, phi! mniejsza z tym. Na arenę wkroczyły dwa pokemony. Jednym z nich był potężny, ogromny smok. Wołali na niego Haxorus albo Topór. Wyglądał na silnego i zaprawionego w bojach. Zwłaszcza jego pysk pokryty bliznami budził przerażenie. Drugim był mały lisek o brązowych, urzekających ślepiach. W porównaniu z potworem był taki malutki... Zrobiło mi się go żal.
Walka się zaczęła. Smok zdążył zadać tylko jeden cios, ucinając liskowi pół ucha, a już było słychać syreny
- Znaleźli nas! Zmywajmy się stąd! - usłyszałam i po kilku sekundach arena była pusta. Został tylko lisek i jego pokeball. A potem pojawiła się policja. Funkcjonariuszki spojrzały na mnie z dezaprobatą
- Znowu ty? - zapytała jedna z nich. Próbowałam się tłumaczyć, ale mały pokemon z krwawiącym uchem podbiegł do mnie i przytulił się. Był taki miękki i ciepły... Niższa policjantka, Jane, spojrzała na Vulpixa ze smutkiem
- Tyle przeżyłeś, prawda, maluchu? Może z nią będziesz miał lepiej - rzuciła, a potem dodała - Mam nadzieję, że nie brałaś w tym udziału? - potrząsnęłam głową. Cóż... udziału może nie brałam, ale zapłaciłam za to, prawda?
Wyższa, Jude, popatrzyła na skaczącego z radości malucha
- No dobra. Możesz zabrać pieniądze, które tu są. A od nas dostaniesz pokeballe i pokedex. Może to zmieni twój stosunek do prawa - rzuciła i podała mi przedmioty. Co miałam zrobić? Wzięłam je. Natychmiast przeskanowałam wariującego pokemona i już wiedziałam, jakie ma umiejętności
- No już dobrze, mały. Już dobrze - szepnęłam, gdy policjantki odeszły. Pogładziłam go pod brodą - nazwę cię Kyuu, co ty na to? - pokemon zmarszczył brwi, a potem otworzył pyszczek
- Kyuu? - spytał
- Kyuu. A ja jestem Kanrisha
- Kanisza? - znów spytał, a ja potaknęłam. Nigdy wcześniej nie rozmawiałam z pokemonem, więc uważałam, że "rozmowne" stworzenia są na porządku dziennym. Uśmiechnęłam się do niego niewinnie
- A więc Kyuu, co ty na to, byśmy sobie stąd poszli, zanim twój prawowity właściciel po ciebie wróci? - spytałam, rozglądając się czujnie
- Ne wóci - rzucił pokemon stanowczo, wypluwając przy tym maleńki płomyczek, który poparzył mi rękę. Peszek? Może. W każdym razie...
Postanowiłam wrócić do "domu" po plecak i jakieś szmaty, ale tam czekała na mnie niespodzianka. Okazało się bowiem, że. mówiąc poetyckim językiem, trup ścielił się gęsto, niczym perski dywan, a dymiąca jeszcze krew malowała ściany przerażającym szkarłatem
- Ja pierdolę, what the fuck? - tylko tyle zdołałam z siebie wydobyć, patrząc na ten sajgon. Cztery ciała. Eon, ta szmata, ojciec i ich bękart. Zanim jednak zaczęłam się zastanawiać kto i dlaczego zauważyłam... Eona, trzymającego jakiś amulet w ręku i patrzącego na mnie z przerażeniem
- Co ja zrobiłem - szepnął, po czym upuścił medalion i uciekł. No cóż, chyba włączył mu się instynkt samozachowawczy. W każdym razie podniosłam świecidełko i włożyłam do kieszeni. Kto wie, ile to może być warte? Pewnie całkiem sporo. Wychodząc przez rozbite okno poczułam, że coś mnie ciągnie za nogawkę. Odwróciłam się
-Kyuu, nie pora na żarty. Musimy wiać, i to... - urwałam. To nie był Kyuu. To był ogromny Arcanine, warczący zajadle. Mój mały lisek zwiał beze mnie. Bywa i tak, prawda? Ano. W każdym razie, tak w skrócie: Wrzucili mnie do paki za zabójstwo czterech osób. Udało mi się zwiać i w lesie nieopodal znalazłam krnąbrnego Vulpixa. Jakby wiedział, że tam będę...
- Choo, nie maasu - powiedział. A więc ruszyłam, by rozwikłać zagadkę amuletu oraz wiele, wiele innych...
Starter: Vulpix Kyuu
Towarzysze: Brak, może w późniejszych kawałkach.
Wrogowie: Policja i mafia ^^
Cele: Rozwikłać zagadkę amuletu, znaleźć i zabić brata
Prośby: 10k legendballi xD Tak na poważnie, nic
Dodatkowe przedmioty: Dobra, to jednak chcę te 10k legendballi. A jak nie, to chociaż ciekawą przygodę Razz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Nie Lis 10, 2013 6:37 pm

Przyjęta oczywiscie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Yomi
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 1757
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Nie Lis 10, 2013 8:01 pm

Imię: Black "Fay"
Nazwisko: Reed
Wiek: 20 lat
Wygląd(5 linijek lub obrazek): Mój wygląd to wygląd Reda-dziewczyny, bo Green jest jak z burdlu wyjęty
Charakter(5 linijek): Fay jest trochę złośliwa i potrafi się odgryźć. Nie przepada za bardzo za innymi ludźmi, ale potrafi ich tolerować chociaż bardziej wolała by siedzieć tylko z pokemonami. Zwykle jest zamknięta w sobie i odpowiada z zadka dopiero jak się namyśli, ale jeśli ktoś ja wkurzy to potrafi zagadać na śmierć i jeszcze powalić argumentacją. Nie toleruje idiotów i ludzi, którzy uważają się za lepszych od siebie. Wśród obcych nie czuje się zbyt pewnie, ale gdy kogoś lepiej pozna to pokazuje się z lepszej strony. Wobec pokemonów jest opiekuńcza i uwielbia wprost je niańczyć. O dziwo żaden jeszcze nie uciekł od jej pieszczot.
Historia(co najmniej 20 linijek u mnie, a jak tyle nie napiszesz to po prostu oznacza, ze Ci nie zależy):
Historia Black zwanej później tez Fay jest bardzo niepozorna. Urodziła się jeszcze w Kanto w Lavender Town, gdzie mieszkali jej rodzice. Jej matka, Brygid pochodziła z Blackthorne w Johto z rodu trenerów pokemonów smoków i zawsze jest widziana ze swoim ciapowatym Dragonite. Ojciec Ivan pochodził z Sinnoh i tam pełnił obowiązki lidera wieży bitew, ale gdy fuchę te przejął Palmer dostał propozycje zostania Mistrzem Metra w dopiero co wybudowanym Metrze Bitew na co przystał. W ten sposób przeprowadziliśmy się do Unovy do małego miasteczka o nazwie Nuvema. Fay miała wtedy 10 lat i z podziwem patrzyła zawsze na pokemony swojego ojca: Charizarda i Blazikena, którymi siał postrach w Battle subway. Zawsze marzyła o swoim pokemonie, ale z powodu częstych chorób nie mogła wyruszyć ze swoim stworem u boku w podróż. Za to zawsze mogła próbować za niańczyć na śmierć pokemony swoich rodziców. O ile Dragonite doskonale się do tego nadawał głaskanie Chrizarda i Blazikena nie było aż takie proste. Ognisty pokemon był wielkim, no ognistym, łuskowatym bydlęciem, a Blazikem przerośniętym kurczakiem. W sumie jej to było obojętne, bo i tak im nie przepuściła. W końcu jednak nastał czas, ze mogła wyruszyć w podróż. Kij z tym, ze miała 20 lat i według wszystkich mieszkańców miasteczka (oprócz oczywiście rodziców) była na to za stara. Ojciec przestał już być Mistrzem Metra i z wielka chęcią zostawił tę robotę młodszym. czyli bliźniakom o imionach Ingo i Emmet. Fay znała ich i nawet lubiła, ale byli od niej 4 lata starsi i zwykle próbowali jakoś się nią opiekować co było nawet dziwne, bo to Black bardziej się nimi opiekowała. Z resztą ich pokemonom tez nie odpuszczała, po prostu musiała je wyniańczy przy okazji wyniańczając starszych od niej braci, a ich stwory zwykle wychodziły z jej domu anielsko szczęśliwe. Gdy Black ogłosiła swoja decyzje, ze wyrusza w podróż z pokemonem czy bez otrzymała od ojca pokeball z samiczka Charmandera, która była córka jego pokemona. Dzięki temu mogła spokojnie wyruszyć w podróż i łapać najsilniejsze pokemony jakie uda się jej znaleźć. Nie miała specjalnych powodów do zmartwień oprócz tego, ze na 100% ojciec musiał skombinować jakąś cicha obstawę z pracowników metra, którzy pilnowali, by nie pakowała się w kłopoty. Po kryjomu oczywiście. W sumie nawet się nie dziwiła, ze się o nią martwią skoro tyle chorowała, ale nosz cholera czego oni musieli się chować po krzaczorach? Chociaż nie narzekała skoro w ten sposób może wyruszyć to mogła to jakoś znieść. Jej pokemonka nawet ja polubiła i obie wzięły sobie ten sam cel. Pokonać swoich ojców. Po tym mogła spokojnie ruszyć w podróż z Charmanderem przy boku.
Starter: Charmander "Miki"
Towarzysze: brak, nie licząc "cichej" obstawy
Wrogowie: brak
Cele: Złapać i wytrenować najsilniejsze pokemony. Pokonać swojego ojca i matkę tez jak będzie chciała.
Prośby: brak
Dodatkowe przedmioty: brak
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Pon Lis 11, 2013 7:18 am

Oczywiscie, że przyjęta ^ ^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Neytiri
Mistrz Gry
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 662
Join date : 12/11/2013
Age : 22
Skąd : Nikąd:)

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Lis 16, 2013 3:39 pm

Imię: Neytiri
Nazwisko: Black
Wiek: 19lat
Wygląd: <- potem ew zmienie bo ten to na szybko bo nienmialam czasu szukac xd
Charakter: Nie ma w sobie ani grosza dobra. Córka i ulubienica szatana, która kocha czynić zło. Nie da się tego inaczej opisać. Jest wredna, zawsze mówi to co myśli nie patrząc czy zaboli to kogoś, a jak zaboli, to cieszy się z tego. Lubi ranić innych, krzywdzić maltretować. Jest agresywna i porywcza.
Historia: Jedyna córka szatana i lucyfera, która żyła w piekle i czyniła zło zostaje zesłana na ziemię. Tam naznaczony przez szatana będzie jej służył, by osiągnęła cel ojca. Zadanie nie jest proste, bo musi znaleźć Kryształ Życzeń. Bardzo rzadki, występuje tylko jeden, a każdy może mieć jedno życzenie. Na ziemi będzie miała prócz swych szatańskich mocy dzięki którym może kontrolować żywioły, zmieniać się w różne stwory, czynić ból innym Pokemona. Po co? Tego nie wie nikt, ale dostała go od ojca, gdyż ten uważa, że te stwory mogą jej się przydać. Skoro mówi tak ojciec, niech się tak stanie. Była już na ziemi, nic się nie zmieniło, tak samo nudna. Góra Fought na której miała czekać na naznaczonego była żeby nie skłamać drugą najstarszą górą na świecie. A ona czekała, w końcu musi nauczyć się obsługiwać pokemony oraz czynić zło, bo bez tego nie była by sobą.
Starter: Growlithe
Towarzysze:
Wrogowie:
Cele: Znaleźć Kryształ Życzeń i wywołać zło na świat by potem nim żądzić, bo piekło każdemu się nudzi z czasem ne?
Prośby: wybacz taką no cienką historię, ale liczy się sens ne? Mam nadzieję, że dasz radę to prowadzić, bo to fajna akcja i może fajnie wyjsc.
Dodatkowe przedmioty: bron biala

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Lis 16, 2013 3:46 pm

Dobra wiem, że pewnie ciężko Ci się rozpisać i przyjmuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Morrigan
Koordynator
Koordynator


Liczba postów : 11
Join date : 12/11/2013
Skąd : Piekło

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sro Lis 20, 2013 7:10 pm

.


Ostatnio zmieniony przez Morrigan dnia Pią Lis 22, 2013 6:57 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Czw Lis 21, 2013 4:27 pm

Przyjęty/a jak mam pisać w obecnej sytuacji? xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Morrigan
Koordynator
Koordynator


Liczba postów : 11
Join date : 12/11/2013
Skąd : Piekło

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Czw Lis 21, 2013 4:37 pm

Tylko postać żeńska, więc poza fabułą na spokojnie możesz w męskiej. c;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaimi
Mistrz Gry
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/11/2013
Age : 22

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Lis 23, 2013 10:09 am

Imię:Kaimi
Nazwisko:Hanere
Wiek:19
Wygląd:Wysoki,średnio zbudowany.Zielone włosy od czasu do czasu przysłaniają oczy,które zmieniają barwę w zależności od światła (najczęściej jednak niebieskie),chłopak nosi czarną,skórzaną kurtkę,czarne spodnie i...trampki.Na szyi wisi srebrny łańcuszek ze smokiem.
Pokeballe przymocowane przy pasku tak aby zasłaniała je kurtka (ten dramatyczny gest przy wyciąganiu pokeballi),kieszenie zwykle zapełnione...mimo plecaka.
Charakter:Raczej spokojny i mile usposobiony choć nie lubi tego okazywać,większość ludzi ma go za osobę skrytą i smutną (ach ten wyraz twarzy),zyskuje przy bliższym poznaniu,lubi czasem pożartować...i być złośliwy,jednak lubi cisze i spokój gdy może się skupić na pisaniu.Mimo spokojnego charakteru chłopak potrafi wykazać się chartem ducha,a nawet agresją,co przydaje się zarówno w pokazach koordynatorskich jak i walkach o odznakę...a może i innych?
Historia:
-Dasz radę!Jeszcze tylko trochę,prawie się udało!-Blada dłoń chwyciła mężczyznę za krawat i przyciągnęła do spoconej kobiecej twarzy.
-Zacznę Ci łamać kości,jedna po drugiej to poczujesz jaki to ból...-Zawyła z bólu i puściła męża
Błyskawica rozcięła niebo,profesor Hanere stał koło swojej żony Laymei,która właśnie rodziła,na jej twarzy odmalowywał się straszliwy ból,poród przeciągał się w nieskończoność,dziecko nie chciało wyjść na świat.
Darius Hanere był profesorem zajmującym się deewolucją,sprawdzał czy pokemon po ewolucjo może wrócić do swojej dawnej formy.
Pokój w którym się znajdowali był jednym z jego gabinetów,zajętym głównie przez jaja pokemonów zamknięte w przenośnych inkubatorach.
-Już prawie Laymeo,wychodzi-Powiedziała akuszerka pochylająca się nad rodzącą.
Grom wstrząsnął domem i kolejna błyskawica rozcięła nocne niebo.
-Udało,się,to chłopiec!-Zawołała kobieta
Za plecami zebranych coś rozbłysło,ich oczy zwróciły się w stronę światła,nawet ledwo przytomna Laymea spojrzała w tamtym kierunku.Jedno z jaj zaczęło się wykluwać.Profesor podbiegł do inkubatora i otworzył go by po chwili przynieść w dłoniach małego Gastly wpatrującego się wielkimi oczami we wszystkich,nagle jego wzrok padł na dziecko trzymane przez akuszerkę,pokemon podleciał niepewnie do dziecka i położył się koło niego zamykając oczy.
-To będzie jego przyjaciel-Stwierdziła kobieta-Jak dacie dziecku an imię?
-Kaimi,oznacza to osobę poszukującą,idealne imię dla kogoś kto w pierwszych sekundach życia znalazł przyjaciela
Chmury rozeszły się i blask księżyca padł na nietypowy widok,niemowlę śpiące spokojnie wraz z pokemonem.
Przez następne lata chłopiec dorastał wśród pokemonów,które wykluwały się z jaj.
Matka zmarła gdy Kaimi miał 12 lat,choroba trawiła ją od dawna lecz ta nie poddawała się.
Ojciec topił smutki w pracy zapominając o synu,a ten stopniowo zamykał się przed ludźmi,a przynajmniej sprawiał takie wrażenie.
Nie chciał wyruszać w świat jak wielu innych,mimo,że od dawna posiadał pokedex i wszystko co było mu potrzebne by wyruszyć (prezent od ojca na urodziny),lecz on wolał siedzieć wraz z pokemonami i swoim wiernym Gastlym...czy w najbliższym czasie maiło się stać coś przez co będzie musiał zmienić zdanie?
Starter:Gastly
Profesja:Trener/koordynator (równorzędnie)
Profesja poboczna:Pisarz
Towarzysze:Zdaję się na MG
Wrogowie:Zdaję się na MG
Cele:Znaleźć jakiś cel,który będzie wart by do niego dążyć
Prośby:Zróżnicowana gra o wielu wątkach,trochę tajemnicy...lubię fantastykę
Dodatkowe przedmioty:Łańcuszek ze smokiem,pióro i notatnik

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Lis 23, 2013 10:42 am

Oks przyjęty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Reiko
Mistrz Gry
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 137
Join date : 22/11/2013
Age : 18

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Lis 23, 2013 12:03 pm

Imię: Przypadająca jej cząstka imienia Białego Smoka to Shi. Przez Kei'a i Re, nazywana była również Shiro.
Nazwisko: Nieznane, tudzież nie posiada.
Wiek: Dokładna data urodzin dziewczyny jest nieznana. Jej wiek, sądząc po wyglądzie, szacuje się na 15 lat.
Wygląd: Shiro to wysoka dziewczyna, u której kosmyki ciemnych jak granit włosów, wiją się po ramionach niczym kobry, by na wysokości łokci przeniknąć w jeden z piękniejszych odcieni błękitu. Jej ciekawskie, diamentowe oczy, osadzone w niewielkich zagłębieniach- na kształt kryształów w górskich skałach, zdają się śledzić wroga na każdym kroku. Codzienny strój 15-latki stanowi jedwabna, jasna bluzka oraz narzucona na nią koszula z podwiniętymi rękawami, jak również ciemne, luźne spodnie i wygodne buty- swoją drogą podobne do tych, noszonych przez archeologów.
Charakter: Shi w dzieciństwie często buntowała się przeciwko otoczeniu. Zdarzało jej się używać dość ostrego języka i zdumiewać ludzi swoim niepozornym, a zarazem jakże okrutnym charakterem. Mimo próby oduczenia złych nawyków, nadal nie boi się łamania reguł. Co więcej jest zdecydowaną i upartą osobą. Jednakże, jak każdy zresztą człowiek, Shi posiada również dobre cechy. Troszczy się o przyjaciół i jest z nimi bardzo silnie związana emocjonalnie. Niegdyś została przez jednego ze swoich rodaków zdradzona, skąd w głównej mierze wzięła się jej nieufność w stosunku do pozostałych ludzi. Jednak gdy komuś uda się ją 'oswoić', możne liczyć na bezwarunkową pomoc ze strony dziewczyny.
Historia:

~ Historia strażników serca Białego Smoka
(Oczami Shiro)

Opowiem Wam pewną legendę. Nie jest ona zbyt długa, ale odegrała, a raczej nadal odgrywa,  ogromną rolę w moim życiu. To historia o powstaniu narodu, który swoje istnienie zawdzięcza jednemu z legendarnych stworzeń. Mojego narodu.
Kilkaset lat temu, pomiędzy istotami posiadającymi ogromną moc (zwanymi współcześnie Legendarnymi Pokémon’ami), doszło do pewnego incydentu, zdolnego wybić naszą rasę niczym szkodniki. Wcześniej wspomniany Biały Smok został bowiem posądzony o zdradę wobec pozostałej Wielkiej Piątki Unovy- Tria walecznych Muszkieterów, bezlitosnego Zekroma oraz Kyurem’a o sercu chłodnym jak lód. Reshiram wygnano za kontakty i zawieranie paktów ze śmiertelnikami, lecz ta kara była dla Czarnego Pana zbyt mała. Pragnął nauczyć ludzi szacunku w stosunku do mistycznych bestii, zabijając trójkę dzieciaków, z którymi jego siostra była w zmowie. Lecz gdy ta wiadomość dotarła do Białej Pani, matczyny instynkt przezwyciężył rozum i ogarnął nią gniew nie do opisania. Chcąc za wszelką cenę ochronić niewinnych przedstawicieli ludzkiej rasy, Reshiram zatarasowała drogę mściwemu Zekrom’owi i wyzwała go na pojedynek. Gdyby w tym momencie reszta legendarnej grupy nie zainterweniowała, najprawdopodobniej nastąpiłby koniec świata. Rodzeństwo zostało rozdzielone i umieszczone w osobnych medalionach. Co więcej właśnie wtedy została wypiętrzona Wyspa Ryu, na której schowano jeden z talizmanów, podzielony na trzy części; Ram, Re oraz Shi. Po ułożeniu ich w odpowiedniej kolejności powstawało imię zaklętego w nim smoka- Reshiram. Od tamtej pory trójka dzieci nie spoczęła, dopóki nie odnalazła zaginionych elementów układanki. Nim jednak udało się im to uczynić, wkroczyli już w dorosłość i pozakładali własne rodziny. Tak oto dali początek naszemu narodowi na Wyspie Ryu. Odtąd obowiązek bycia strażnikiem i noszenia poszczególnych kawałków medalionu przechodził co dwa pokolenia. Osoba utrzymująca drogocenny skarb otrzymywała imię wyryte na nim i musiała przyrzec, że nie połączy go z pozostałymi fragmentami dopóty, dopóki nie będzie to konieczne.
Niestety wkrótce równowaga na Wyspie została zachwiana, gdyż pierwsi ludzie zapragnęli posiąść oba talizmany- również ten Zekrom’a, zesłany do innego rejonu świata- nie wiedząc jak tragiczne mogą być tego skutki.
I tu rozpoczyna się moja misja…
Nazywam się Shi i jestem jednym ze strażników serca Białego Smoka.


~ Pierwsze spotkanie- oko w oko z duchem
[Ostrzeżenie: Poniższy tekst jest fragmentem spisanej notatki głosowej, która została sporządzona przez dwójkę głównych bohaterów- Shi oraz Kei’a]

 Hej, z tej strony Kei. Szczerze? Mógłbym opowiadać o sobie godzinami- kim jestem, skąd pochodzę i tak dalej, ale nie mamy z Shiro zbyt dużo czasu, bo musimy gonić… A zresztą, dowiecie się w trakcie nagrania.
W każdym bądź razie, wszystko zaczęło się w pewien mglisty, październikowy poranek, podczas mojego powrotu znad rzeki. Mój dotychczasowy dom mieścił się pośród licznych, mieszanych lasów i wzgórz. Od pozostałej części świata dzielił nas wysoki grzbiet górski, którego pokonanie graniczyło z cudem. Jedynie mojemu dziadkowi udało się tego dokonać. Jednakże, nie wiedzieć czemu, nigdy nie zabierał mnie na wycieczki w tamte strony. Gdy pytałem się go o przyczynę, przygryzał tylko dolną wargę i wymyślał coraz to lepsze wymówi, typu- złe warunki atmosferyczne, czy też niebezpieczne szlaki. Bez dwóch zdań coś przede mną ukrywał i tamtego dnia moja ciekawość osiągnęła swoją granicę.
 Dość nagłym ruchem ręki uchyliłem drewniane drzwiczki domu, na tyle, bym mógł wślizgnąć się do środka. Tam, jak zawsze zresztą, panowała dość przytulna atmosfera. Dnie i noce stawały się co raz chłodniejsze, więc na zazwyczaj nieużywanym palenisku, teraz wesoło tańczyły niewielkie iskierki. Od strony łańcucha górskiego zawiał porywisty wiatr i wpadając przez okno, przewrócił jedną z fotografii stojących na kominku. Podszedłem do naszego, rodzinnego ogniska i podniecając płomień, podniosłem zdjęcie z podłogi. Przedstawiało one uśmiechniętego staruszka, trzymającego na rękach niewinne dziecko. Rozejrzałem się po pokoju w celu odnalezienia wzrokiem starszego pana z kadru. Niestety, na próżno- jak zresztą mogłem się spodziewać. Prawda jest taka, że ten emeryt, to mój dziadek, o którym wcześniej wspominałem. Kocha przygody do takiego stopnia, że mimo swojego wieku, nie może wysiedzieć paru miesięcy w jednym miejscu. A gdy już wyrusza na jakąś wyprawę, powierza opiekę nad domem właśnie mi. Tym razem jednak nie wracał już bardzo długo, a ja, podobnie jak inni mieszkańcy wioski, zacząłem powątpiewać czy kiedykolwiek to nastąpi.
Z transu wybiło mnie głośne pukanie w ramę okna. Doskonale znałem ten rytm, to był nasz szyfr, co oznaczało, iż musiał być to… Ram! Zniecierpliwiony blondyn, stał na ogromnej beczce, która służyła nam za swego rodzaju schody, i wpatrywał się w szkło, próbując dostrzec cokolwiek po drugiej stronie szyby- więc kiedy otworzyłem okno, o mało nie wywinął fikołka.
- Wreszcie, czemu tak długo?- Spytał starając się utrzymać równowagę i udając oburzenie.
- A, wiesz, obowiązki wzywają- odparłem, szybko odkładając fotografie na miejsce.
- Obowiązki, mówisz… Czyli teraz jesteś już wolny, tak?
Nie zdążyłem nawet odpowiedzieć, a Ram już pociągnął mnie za rękę i ruszyliśmy, a dokładniej on ruszył, nad nasze miejsce spotkań. Ten dość dziki i czasem złośliwy nastolatek, to mój przyjaciel z dzieciństwa. Niegdyś potrafiliśmy spędzać ze sobą całe dnie. Tak jak ja, nigdy nie poznał swoich rodziców. Słyszałem, że podrzucono go do naszej osady jeszcze jako niemowlaka. Jedyną rzeczą, jaką posiadał, był niewielki złoty medalion z wyrytymi dziwacznymi znakami, które jako jedyny z wioski potrafiłem odczytać- R a m.
 Szliśmy krętą, górską ścieżką prosto pod rozłożystą, płaczącą wierzbę. O ile się nie mylę, to właśnie w tej okolicy się poznaliśmy- on przychodził się tutaj uspokoić, a ja najczęściej chowałem się tu po kradzieży kajzerek z jednego z kupieckich straganów. Mimo piekła, które zgotowało mu życie, zawsze był pogodnym i o wiele śmielszym ode mnie dzieciakiem. Praktycznie za każdym razem słuchałem jego porad i zgadzałem się na jego, niekiedy nieźle pokręcone, plany.
Jednakże, gdy tego dnia rzucił propozycję pójścia w pobliskie góry, zacząłem mieć pewne wątpliwości.
- Co jest, tchórzysz?- Spytał z sarkazmem w głosie.
- Nie, ale dzisiaj są złe warunki pogodowe na taką wycieczkę. Poza tym mój dziadek…- zacząłem niepewnie, ale wtem przerwał mi Ram:
- O, matko. ‘Mój dziadek to, mój dziadek tamto’- weź się wreszcie ogarnij! Złe warunki pogodowe, serio? Rzeczywiście zaczynasz się do niego upodabniać. A wiesz Ty co? Dobra, zostań sobie w wiosce, ale twój dziadek przeszedł przez ten te pasmo górskie, więc jest to możliwe. I mam zamiar też tego dokonać!
Już miałem zaprzeczyć, gdy nagle zdałem sobie sprawę z tego, że Ram miał rację. Przez całe dzieciństwo marzyłem o tym, żeby stać się słynnym podróżnikiem i wyruszyć w podróż po otaczającym mnie świecie. Zazdrościłem dziadkowi doświadczenia i zamiłowania do wypraw, a kiedy nadarzyła się okazja do spełnienia swoich wieloletnich życzeń, ja nadzwyczajnie się boję. Moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Mogłem tylko stać nieruchomo i obserwować znikającą za drzewami sylwetkę kumpla.
Koniec końców, wróciłem do wioski, ale świadomość zostawienia przyjaciela na pastwę losu, nie dawała mi spokoju. Próbowałem zapomnieć o tym, co się zdarzyło, lecz słowa Ram’a cały czas krążyły w mojej głowie. Co więcej na niebie pojawiły się pierwsze czarne chmury, co zwiastowało nadchodzącą burzę. Wszystko to razem wzięte sprawiło, że przełamałem w sobie barierę i postanowiłem za nim wyruszyć. Bądź co bądź, był dla mnie kimś, na kształt brata.
Spakowałem najpotrzebniejsze, według zapisek dziadka, rzeczy do wędrówki (w tym także jego dziennik, jedną z ostatnich pamiątek po nim) i ruszyłem śladami Ram’a. Na szczęście udało mi się go złapać w połowie szczytu, tuż przed okropną ulewą.
Muszę przyznać, iż to, co mówią o nieprzewidywalności gór jest czystą prawdą. Deszcz dopadł Nas gwałtownie i gdybym nie dostrzegł średnich rozmiarów jaskini, przemoklibyśmy z Ram’em do suchej nitki.
- Nadal twierdzisz, że nie warto zważać na warunki pogodowe?- Zwróciłem się do przyjaciela, który mierzwił sobie mokre włosy.
- Dobra, przyznaję, miałeś ra… Wow…- Kumpel najprawdopodobniej zahaczył nogą o jakiś kamień (a przynajmniej tak wtedy myśleliśmy), gdyż po chwili w pięknym stylu zaliczył glebę. Słyszałem jak przeklinał pod nosem i trzymał się za bolące palce u stopy. Lecz kiedy zobaczyliśmy o co tak naprawdę Ram się potknął, oboje zamarliśmy. Przed nami leżało, zawinięte w koc, ciało (mniej, więcej 15-letniej) dziewczyny, której włosy zlały się z granitowym podłożem. Gdy zbliżyliśmy się nieco do trupa, oczy nastolatki otworzyły się, a my, przerażeni, odskoczyliśmy w tył, chwytając się nawzajem za ramiona. Po naszych minach od razu można było poznać o czym pomyśleliśmy: „duch”. Jak teraz sobie przypominam tą sytuację, to musiało to wyglądać idiotycznie, ale jakoś wtedy nie miałem czasu, żeby się nad tym zastanowić. Dziewczyna podniosła się i przecierając zaspane powieki, rozejrzała się po grocie mrucząc coś pod nosem.
- K-kim albo czym, T-ty jesteś?- wyjąkał Ram.
- O to samo mogłabym się Was zapytać- odparł „duch”, zeskanowując Nas wzrokiem.
- Jesteś człowiekiem?- Dodałem ciut pewniej.
- Naprawdę, jestem pod wrażeniem, Amerykę odkryłeś!
Dalej rozmowa poszła już, że tak powiem, gładko. Musieliśmy się z Ram’em przedstawić ‘o nieznajomej’ i odpowiadać na jej idiotyczne pytania. Najburzliwsza atmosfera zawisła nad moim kumplem i nowopoznaną dziewczyną. Przyjaciel co i raz spoglądał na szyję 15-latki (aż zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno nie ma jakiegoś kompleksu szyjnego albo czego innego), a ona ukradkiem spoglądała na niego, jak gdyby już się spotkali czy nawet znali. Nie sądziłem, żeby to było możliwe, a przynajmniej do czasu. W pewnym momencie Ram nie wytrzymał już nerwowo i zarzucając oba plecaki na siebie, ruszył w stronę wyjścia.
- Kei, deszcz już powoli ustaje, więc możemy iść dalej…- rzekł Ram i zrobił krok naprzód, znajdując się tym samym poza zasięgiem sklepienia jaskini. On chyba naprawdę nie miał zamiaru się poddawać, a mnie nie opłacał się powrót do wioski- wątpię czy byłbym w stanie w ogóle znaleźć drogę powrotną. Obfity deszcz zmienił się w niewielką mżawkę, ale i tak pragnąłem go ostrzec przed kolejną uwagą dziadka- śliskie, niebezpieczne szlaki. Zanim jednak zdążyłem cokolwiek powiedzieć, usłyszałem krótki krzyk Ram'a. Natychmiast wybiegłem na zewnątrz i ujrzałam przyjaciela zwisającego z górskiej półki, trzymającego się za nią ostatkiem sił. Z drugiej strony skalistego zbocza zwisał mój pakunek. Musiałem, więc wybrać- albo życie Ram'a, albo dziennik dziadka. Widząc jak tobołek mojego 'brata' spada w przepaść, postanowiłem wybrać pierwszą opcję. I to był jeden z największych błędów, jakich kiedykolwiek popełniłem. Podałem koledze rękę i wciągnąłem go w ostatniej chwili. Dziennik mojego dziadka i reszta rzeczy oglądała już tą sytuację z dołu stromego urwiska.
- Ale Ty jesteś głupi!- Zachichotał Ram, a ja poczułem przeszywający moje ciało ból. Ostatnie co pamiętam, to widok nadbiegającej dziewczyny, która co pewien czas powtarzała wyraz: k a g e (jap. cień). Potem najwyraźniej straciłem przytomność.

Ocknąłem się w jakiejś grocie. Nie była to ta sama, co poprzednio. Ta, w której się obecnie znajdowałem, budziła wrażenie o wiele większej. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i rozpoznałem znajomą 15-latkę, siedzącą kilka metrów ode mnie. Nuciła pewną piosenkę, która niosła ukojenie dla moich ran, jak również umysłu.
- A więc straciliśmy jeszcze jednego strażnika...- mruknęła pod nosem, zupełnie jakby wyczuła, że się obudziłem.- Jak się czujesz?
- Uh, bywało lepiej- jęknąłem, podnosząc się z posłania.- Powiesz mi co się tak naprawdę stało? O tych całych 'strażnikach'?
Dziewczyna kiwnęła głową i opowiedziała mi historię o powstaniu jej narodu (którą zdaje się, że już słyszeliście). Okazało się, że tymi 'pierwszymi ludźmi, którzy zapragnęli posiąść oba talizmany' byli członkowie Drużyny Cienia. Zorganizowali oni zmasowany atak na Wyspę Ryu. Wódź narodu nastolatki, Atasuke (co ciekawe będący Pokémon'em; Mega Lucario), nie zdołał odeprzeć doskonale zaplanowanych działań Armii Cienia, nawet swym królewskim wojskiem pod dowództwem przyjaciela Shi. Re, chłopak, którego strażniczka darzyła silnym uczuciem, przed bitwą ofiarował jej jednak Snivy, stworka, który miał go zastąpić w opiece nad nią, gdyby coś poszło niezgodnie z planem. Po przegranej walce, Re został wzięty do niewoli, a 15-latka ruszyła na jego poszukiwania. Te same osoby zwerbowały w swoje szeregi Ram'a, ostatniego ze strażników, który chcąc poznać tożsamość swoich rodziców dołączył do Zgrupowania. Podczas pierwszej naszej rozmowy z Shi, mój kumpel był pewien, że dziewczyna dojdzie prędzej czy później do prawdy, dlatego też był taki nerwowy. Zdałem sobie sprawę również z tego, że on wcale nie patrzył na szyję strażniczki, a na jej amulet.
- Nadal nie wiesz dlaczego twój dziadek nie pozwalał Ci opuszczać wioski?
- Hm?- Popatrzyłem pytająco na dziewczynę, która w tym momencie głośno westchnęła.
- Ale z Ciebie tępak. Oczywiście, że chciał Cię chronić! On sam był kiedyś członkiem armii Wyspy Ryu, a twoi rodzice zginęli odsyłając Cię tutaj.
Założę się, że moja mina była po prostu bezcenna. Wpatrywałem się w osłupieniu w Shi, a moja dolna szczęka powędrowała w dół. Okej, czyli podsumowując: jestem częścią legendy, mamy na ogonie cztery wredne, mistyczne bestie, oprócz tego praktycznie dwie w posiadaniu tych od cienia, gonimy jakąś organizację, o której istnieniu wczoraj jeszcze nie miałem bladego pojęcia, a mój dotychczas najlepszy kumpel okazał się zły i chciał mnie zabić (za pomocą trucizny). Chyba jeszcze brakuje tu tylko Rangers'ów biegających w obcisłych, zielonych gatkach- lepiej już być nie mogło.
- To jak, wchodzisz w to?- Głos Shi przerwał moje przemyślenia.
- Wchodzę w co?
- We wspólną podróż po świecie, oczywiście. Nie za bardzo się rozeznaje w tych terenach...
Miałem ochotę odrzec: "No to chyba na nie za dobrą osobę trafiłaś...", ale kolejne zdanie dziewczyny zmieniło moje nastawienie do całej wyprawy:
- A kto wie, może znajdziemy twojego dziadka.
- A wrócę z tej wyprawy żywy?- Spytałem.
- Może- odparła 15-latka, szczerząc się do mnie.
- Tego się właśnie obawiałem!
Na tym nasza rozmowa się urwała, a Shi pociągnęła mnie za sobą.
- Wiesz, co, będę do Ciebie zwracał S h i r o.
Strażniczka przystanęła na chwilę, a ja się przygryzłem w język.
- C-czy powiedziałem coś złego? Jeżeli nie chcesz, to...
- Nie, spoko. Możesz tak do mnie mówić. Po prostu kiedyś już ktoś mnie tak nazywał i był do Ciebie bardzo podobny.
Nie musiałem nawet pytać. Wiedziałem, że mowa była o Re. Wykonaliśmy ostatni zakręt i wtem moje przyzwyczajone do ciemności oczy, ujrzały rażące światło dzienne. Lecz kiedy już zdołały się do niego przyzwyczaić, zobaczyłem coś niesamowitego. Moje rodzinne okolice nie mogły się równać z tym niepowtarzalnym widokiem. Przede mną rozciągał się malowniczy region, na który już wiele razy natrafiałem przeglądając zapiski i rysunki dziadka. Domyśliłem się, iż właśnie pozostawiliśmy za sobą górski grzbiet.
- To jest właśnie prawdziwy urok przygód! Choć, musimy odnaleźć dla Ciebie jakiegoś towarzysza do walk, inaczej w tym świecie nie dasz sobie rady- oznajmiła Shiro, nabierając świeżego powietrza i przeciągając się.
- O, rany, to przecież region...

[Ciąg dalszy nastąpi, jeżeli mnie przyjmiesz x3]
Starter: Snivy
Profesja: Podróżuje po tym świecie pod przykrywką trenerki.
Profesja poboczna: Strażniczka serca Białego Smoka.
Towarzysze:
Dotychczas jedynym przyjacielem 15-latki w tym świecie jest jej rówieśnik, Kei- wnuczek Shun'a, słynnego odkrywcy i podróżnika, który niegdyś przemierzył świat "wzdłuż i wszerz" (a przynajmniej tak twierdzi). Jego rodzice najprawdopodobniej zginęli, próbując odesłać go do niewielkiej wioski, odciętej od reszty krain i regionów wysokim łańcuchem górskim. Kei pełni rolę ochroniarza Shiro i jej, jeżeli można tak powiedzieć, przewodnika. Wyglądem niesamowicie przypomina porwanego i uwięzionego przez Drużynę Cieni, Re (którego strażniczka darzy silnym uczuciem)- chłopak o naturalnie cieniowanych, brązowych włosach i kryształowych oczach, ubrany najczęściej w ciemne dżinsy oraz narzuconą na szary podkoszulek, błękitną bluzę. Mimo, iż Shi nie zdążyła jeszcze zbadać dogłębnie jego charakteru, na pierwszy rzut oka wydaje się być dość sympatyczny i ambitny. Praktycznie nigdy się nie poddaje. Wierzy, że każdy ma swoją "piętę Achillesową" i za wszelką cenę próbuje się ją u przeciwnika odnaleźć. Jest zdecydowanie typem mózgowca, choć podczas misji w terenie stara się, kondycyjnie i mentalnie, dawać z siebie sto procent.
Wrogowie:
Dla Shi głównym wrogiem jest grupa ludzi, którzy wyrazili sprzeciw wobec wodza, który dowodził dawniej narodem dziewczyny, Atasuke'go. Organizacja ta nosi współcześnie nazwę Zgrupowania Kage, potocznie zwaną Drużyną Cieni. Od pokoleń dążą do zdobycia wszystkich, trzech amuletów białego smoka, werbując do swych szeregów ich właścicieli lub mordując ich. Aktualnie w ich posiadaniu są dwie cząstki- Re oraz Ram'a (tak więc pozostała jedynie działka Shiro), a także medalion Zekorm'a.
Cele:
* Odnalezienie i uratowanie Re (oraz nawrócenie na dobrą stronę mocy Ram'a).
* Złączenie wszystkich części medalionu i przywołanie z powrotem do życia Reshiram, a także rozwiązanie Zgromadzenia Kage, co graniczy z cudem.
* Odnalezienie dziadka Kei'a
Prośby: Moje prośby są Ci już raczej dobrze znane i dotychczas świetnie się do nich stosowałaś. Dla przypomnienia: ciekawa przygoda, pełna niespodziewanych zwrotów akcji. ^^
Dodatkowe przedmioty: Srebrny kompas- rzecz ofiarowana Shiro przez Re, a zarazem ostatnia pamiątka po przyjacielu (oczywiście zaraz po Snivy). Podobno ma on pomóc w połączeniu i zjednoczeniu całej trójki strażników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Lis 23, 2013 12:08 pm

Przyjęta oczywiście

_________________

KP pokemonowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Wulkan



Liczba postów : 13
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Wto Lut 04, 2014 1:14 pm

Imię: Michael
Nazwisko: Rogers
Wiek: 13 lat
Wygląd:
Charakter: Michael jest urodzonym optymistą, w każdej sytuacji potrafi znaleźć dobre strony. Jest wyrozumiałym człowiekiem, potrafi w trudnych decyzjach przyjąć wszystko na własną odpowiedzialność. Od razu zaprzyjaźnił się ze swoim starterem Heracrossem, który tak samo jak trener kocha walki. Idolem Michaela jest Ash Kethum, który został mistrzem pokemon.
Historia: Jak to zwykle bywa, na początku był chaos! No może nie taki mitologiczny, ale spore zamieszanie jest, kiedy to dziecko przychodzi tak nagle na świat w świątecznym okresie, a tu na dworze zamieć i w ogóle pogoda taka, że uniemożliwia jakąkolwiek podróż. Więc co? Otóż Michael urodził się rzeczonego 24 grudnia, w godzinach późnowieczornych, w niezbyt cichym tego wieczora zaciszu domowym. I właśnie w takich warunkach pojawił się na świecie... Jednak zwykle narodzin się nie pamięta i zna się je jednie z opowieści innych, nie?
Wypadałoby więc przejść do jakichś momentów, które trzynastolatek ma możliwość jakoś znać, prawda? Pomijając fakt, że żyli sobie dostatnio, a niczego im nie brakowało, to wszystko było w porządku. Alabastia... Ich dom i ta wspaniała atmosfera w nim panująca. Niczego nie można było żałować! Wolne chwile spędzane na zabawie w ogrodzie, czy też pod czujnym okiem rodzicielki lub siostry blondaska. Gdzie natomiast był jego ojciec? Otóż znikał zwykle na dłuższe okresy w celach zarobkowych, aż pewnego razu zniknął po prostu... Tak na stałe... Niby z dnia na dzień... Wyruszył kolejny raz w podróż, jak to na kapitana statku przystało i nie wrócił. Tyle po nim widać, tyle słychać... Oczywiście rodzina próbowała go odnaleźć, ale raczej bez skutku. Zresztą zielonooki był wtedy zwyczajnym berbeciem w wieku zaledwie 4 lat, więc i pamiętać za wiele nie pamiętał o swoim rodzicielu, który za często czasu w domu też nie spędzał.
Wracając jednak do dziejów legalnego blondyna... Tak więc mniej więcej od wieku 4 lat wiódł swój żywot w niepełnej rodzinie, jakoś się zbytnio tym nie przejmując. W końcu po co płakać nad rozlanym mlekiem, zwłaszcza jeśli jest się otoczonym przez tyle przyjemnych rzeczy jak: kochający bliscy, czy też cudna parka Eevee należąca do jego mamy, która kiedyś tam dawniej, za młodu była koordynatorką. Dwa małe liskopodobne zwierzątka, z którymi mógł spędzać praktycznie cały czas. Co prawda jego mama miała teraz mniej czasu dla niego, ale mimo wszystko w ich domu panowała przyjemna, rodzinna atmosfera, a ponadto dzięki temu zacieśniły się nieco jego relacje z starszą siostrą. Mimo wszystko jednak, zamykanie się tylko na własny dom nie byłoby nudne, dlatego też właśnie ni to przypadkiem, ni to jakoś specjalnie poznał swoją sąsiadkę, a mianowicie ciemnowłosą dziewczynkę imieniem May, która tak jak on fascynowała się pokemonami. O tak! Tego mu było potrzeba! Osoby, z którą mógłby marzyć sobie i planować swoją podróż! Tym bardziej, że niedługo potem w takową wyruszyła jego siostra, co prawda odwiedzała ich co jakiś czas, jednak to tylko wzbudzało chęć wyruszenia własną ścieżką u blondaska, który jednak z nieznanych nikomu przyczyn nie wyruszył w wieku 10 lat, a raczej niedługo po swoich 13 urodzinach. Otóż powody mogą być różne... Lęk przed wyruszeniem? Nie... Raczej nie to... Bardziej chyba chodziło o niezbyt chętne pozostawienia rodzicielki samej w domu. Bądź co bądź jej ostatnie dziecko wybyłoby w świat! Jednak dlaczego akurat w tym momencie wyruszył w podróż? Prawdopodobnie dlatego, że parę dni wcześniej, znudzona i nieco podirytowana czekaniem na zielonookiego, w podróż wyruszyła jego najlepsza przyjaciółka, a gorszym być nie można, tak jak i łamać danego słowa, nie? Tak więc po wylewnych pożegnaniach i otrzymaniu odpowiednich porad dotyczących podróży, blondasek mógł ruszyć śmiało w drogę... Ale... Czegoś jeszcze mu brakowało? Tylko czego..? A tak! Jeszcze nie miał pokemona, nie? Tylko skąd on go weźmie... A no z miejsca, do którego udaje się każdy po pokemona, czyli z laboratorium profesora, a może raczej pani profesor... Jakby nie patrzeć, gdy dotarł na miejsce, czuł się dość... Przerażony? Tak... To chyba dobre określenie. Chociaż może raczej jego nastrój dało się określić słowami: "To mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla ludzkości", a raczej bardziej dla pokemonów! W sumie wybór jak się okazało miał dość okrojony... Ale i tak... Nawet jak z 3 pokemonów zostały już tylko dwa... To którego wybrać? Najchętniej by wziął dwa, ale niestety trzeba było wybrać jednego i żadne błagania ani prośby nie wpłynęły na opinię pani psor. No, ale mus to mus... I tak jedno spojrzenie... Drugie... Trzecia... I pustka w głowie, chociaż... Zielony bardziej do oczu by pasował, nie? Może to właśnie dlatego, a może to przez jej słodkie spojrzenie, ale wybór padł właśnie na nią! A teraz... Po opuszczeniu pokemonowego labo... Przygodę czas zacząć, nie? Podróż z Heracrossem, a może raczej dla niego z Piplupem na ramieniu przez świat? Jakieś cele poza dobrą zabawą? Chyba nie... No może dogonić May i zostać super koordynatorem, bo niby czemu nie? W sumie odznaki zdobyć też można... Prawda? A może... Może nawet gdzieś tam daleko odnajdzie swojego rodziciela... Kto to wie? Jeśli w ogóle opłaca się szukać... W końcu jeśli gdzieś sobie bytuje i jakby chciał utrzymać kontakt to dałby znać!
Starter: Heracross
Profesja: Trener
Profesja poboczna: Hodowca
Towarzysze: jak narazie brak
Wrogowie: jw
Cele: Dążyć do doskonalenia swojej drużyny, oraz przeżyć nie zapomniane przygody razem ze swoimi pokemonami.
Prośby: brak
Dodatkowe przedmioty: brak
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Wto Lut 04, 2014 1:17 pm

Taktak ofc masz gierę u mnie ^ ^

_________________

KP pokemonowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
RemikR



Liczba postów : 335
Join date : 05/02/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sro Lut 05, 2014 4:29 pm

Imię: Remik
Nazwisko: Ketchum
Wiek: 16
Wygląd:
Charakter: Twardy, potrafi tłumić uczucia. W walce zawsze daje z siebie wszystko i nigdy się nie poddaje, tak jak nigdy nie okazuje litości. Zawsze najpierw wymaga od siebie, a dopiero potem od innych. Nawet jeżeli coś przerasta jego siły czy możliwości i tak robi to do końca, choćby kosztem zdrowia, bo wie, że aby poprawić swoje umiejętności musi wykonać ciężką pracę. Uwielbia walkę, bo w niej czuje się jak ryba w wodzie. Sam ćwiczył kiedyś MMA oraz techniki wrestlingowe, które potrafi skutecznie wykorzystać w obronie przyjaciół, bo są oni dla niego najważniejsi. Łatwo go zdenerwować gadaniem, ale nie w walce, tam zawsze jest spokojny, nawet pomimo porażki. Pokemony nie są jego jedynym zainteresowaniem, świetnie gra na gitarze a także w siatkówkę. Potrafi jednak kochać, ma szacunek do drugiego człowieka oraz pokemona, jest realistą, choć nie boi się wyzwań.
Historia: Remik oraz Paweł urodzili się w niezwykle mroźną styczniową noc. Szybko okazało się, że bliźniacy jednojajowi są niemalże identyczni, jednak młodszy o 3 minuty Paweł na szyi ma szramę. Tej samej nocy, jednakże chwilę później na świat przyszedł jeszcze Kuba Crazy, a zaraz po nim Alex Smith. Ta noc nie była zwyczajna i wcale nie ze względu na narodziny czwórki dzieci niemalże w tym samym czasie. Tej nocy była pełnia księżyca, a na niebie szalała potężna burza. Ludzie, którzy mieli czyste serca mogli zobaczyć szokujący widok na tle naturalnego ziemskiego satelity. Był to widok brutalnej walki na śmierć i życie dwóch pokemonów, Mew oraz Mewtwo. Jako, że noworodki jeszcze nie miały nic złego na swoim sumieniu, wszystko widziały przez okno. Pojedynek był niezwykle krwawy i toczył się dość długo i przez większość czasu prowadził Mewtwo. Wyczerpał swojego przeciwnika do granic możliwości i już miał zadać ostateczny cios, kiedy to Mew niespodziewanie skontrował i strącił rywala wprost do zamarzniętego morza. Resztkami sił różowy pokemon w tajemniczy sposób stworzył trzy perły, czerwoną jak krew, błękitną jak lód oraz żółtą jak błyskawica. Wszystkie trzy tajemnicze perły rozproszyły się po świecie, a mały pokemon zniknął. Tak wyjątkowy był dzień, w którym to czwórka dzieci pojawiła się na świecie. Ojciec Remika i Pawła to lider sali elektrycznego typu w Kanto- Porucznik Surge, natomiast ich mama- Maria to zwykła gospodyni domowa, która nigdy nie pracowała. W ich domu do pokemonów każdy miał ogromny szacunek i tę wartość wpojono do głowy małemu Remikowi, jednak Paweł nie dał się do tego przekonać, traktował pokemony jak zabawki, a później maszyny do walki. Bliźnięta uczęszczały do Akademii Pokemon, która to znajdowała się w ich mieście, to właśnie tam Remik poznał Kubę i Alex, swoich najlepszych przyjaciół. Dodatkowo Remik zakochał się w Alex od pierwszego wejrzenia i to uczucie towarzyszyło mu już zawsze, jednak nic z nim nie zrobił, bo uważał, że nie chce jej skrzywdzić. Postanowił kiedyś zdobyć jej serce i uczynić ją szczęśliwszą niż kiedykolwiek. Z kolei Paweł był odludkiem, nigdy nikogo nie lubił i nie szukał towarzystwa, kłócił się nawet ze swoim bratem, czasami dochodziło między chłopcami do bójek, z których silniejszy fizycznie Remik wychodził zwycięsko. Bliźniaki nie darzyli się sympatią, wręcz przeciwnie, zawsze rywalizowali. Pewnego razu, kiedy trójka przyjaciół wracała z akademii do swoich domów, ukazał im się Mew. Pokemon był przestraszony i wyczerpany, ale wręczył im perły, Kubie czerwoną, Alex żółtą, a Remikowi błękitną. Po chwili różowy pokemon zniknął. Wtedy to przypomniały im się wydarzenia z dnia narodzin, jednak jeszcze nie mogli nic zrobić, ponieważ mieli raptem 7 lat. W wieku 13 lat ukończyli Akademię Pokemon z wyróżnieniem, to samo udało się Pawłowi. Dzieci dorastały i dalej rozwijały, nie tylko w temacie pokemonów, Remik opanował grę na gitarze, a także trenował siatkówkę, tak jak Alex, z którą uczył się razem. Aż w końcu nadeszło lato, kiedy to mieli już po 16 lat. Wtedy to ojciec Remika i Pawła postanowił zrobić im niespodziankę. Dostali oni swojego pierwszego pokemona! Pawłowi przypadł Pichu, był to pokemon, którego wybrała dla niego matka i poprosiła ojca, aby go zdobył. Natomiast Remik otrzymał Riolu, pokemona, którego specjalnie wybrał dla niego ojciec. Jednak kiedy mu go wręczał, szepnął mu do ucha, że wie o jego fascynacji Electabuzz'em i że jeżeli pokona go w sali, wtedy dostanie go w prezencie. Remik niezwykle się ucieszył, jednak nikomu nic nie powiedział. Okazało się, że Kuba i Alex również otrzymali swoje startery od rodziców. Nastolatkowie umówili się, że następnego dnia wyruszą we trójkę, z samego rana, natomiast Paweł nie wytrzymał i ruszył jeszcze w nocy. Trójka przyjaciół postanowiła spać razem, w domu Remika. Spakowali się i położyli spać w pokoju przyjaciela.
Starter: Riolu
Profesja: Trener
Profesja poboczna: -brak-
Cele: sorki za banał ;)złapać ulubione pokemony i stać się mistrzem, a także zdobyć serce ukochanej. Ale może tym nadrobię :p rozwiązać zagadkę Mew, zjednoczyć jego zguby oraz stać się strażnikiem tajemnicy i siły Mew Very Happy
Przyjaciele:

Kuba Crazy- koordynator


Alex Smith- koordynatorka

Wrogowie:

Paweł Ketchum- trener

Prośby: hmm... może po prostu ciekawe pokemony na mojej drodze Wink
Typ gry: normalna
Dodatkowe rzeczy: Błękitna Perła, naszyjnik z kostki do gitary
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sro Lut 05, 2014 4:54 pm

Dziadu jeden no jasne, chodźta do mnie Very Happy

_________________

KP pokemonowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Kacperro



Liczba postów : 7
Join date : 19/02/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Czw Lut 20, 2014 3:42 pm

Imię: Matthew (wołają na niego Matt)
Nazwisko: Bradley
Wiek: 17 lat
Wygląd:  Pierwszy rzut oka? Widzimy wysokiego, szczupłego młodzieńca z wyraźną opalenizną. Jego grafitowe włosy są układane ze starannością, chłopak sam je modeluje i cieniuje, sądząc ze szkoda pieniędzy na fryzjera. Złote oczy niezwykle bystre i przenikliwe, niektórzy mogą stwierdzić, że chłopak tymi oczami jest w stanie wejrzeć w ich duszę. Ubiór jest dosyć nietypowy, ponieważ o ile śliwkowa podkoszulka oraz niebieskie jeansy nie robią na nikim wrażenia, to już trzy skórzane paski oraz kurtka-bolerko, jakie noszą raczej kobiety już mogą dziwić. Brązowa kurtka z beżowym kołnierzem, pokryta w niektórych miejscach siatką jest zakładana raczej w porze deszczowej oraz gdy jest zimno. Na dłoniach zawsze nosi rowerowe rękawiczki z czarnej skóry z odsłoniętym tylko palcem wskazującym. Buty czarne sportowe, by nie uwierały podczas długich podróży. Oczywiście nieodłączną częścią ubioru jest zielony, pojemny plecak.
Charakter(5 linijek): Charakter to coś, co zmienia się pod wpływem impulsu, nie da się określić. Na pewno Matt jest spokojny i opanowany, bardzo rzadko się złości. Przemyśli wszystkie za i przeciw zanim podejmie decyzję, która jego zdaniem będzie prawidłowa. Uśmiecha się stonowanie, ciężko zdobyć jego zaufanie, aczkolwiek sam jest ufny względem innych. Mimo pierwszego wrażenia wcale nie jest gburem, wręcz przeciwnie, nie stara się unikać towarzystwa, lubi przebywać wśród ludzi, rozmawiać z Nimi. Nie można również zapomnieć o dobrych manierach, uprzejmości i tym, że zawsze jest gotowy do pomocy.
Historia: Matthew, Matthew, Matt. Czy ten chłopak ma jakąś historię? Za pewne w dniu urodzin, w ciepły lipcowy poranek, jego rodzice Liza i Shawn wyobrażali sobie, że właśnie na świat przyszedł genialny naukowiec albo wybitny sportowiec, błyskotliwy hazardzista. Po prostu ktoś, kto w końcu odmieni ich życie w biedzie. Czy rodzice mieli rację w swoich przypuszczeniach? Czy Matt cokolwiek będzie znaczył w przyszłości dla świata? Na te wszystkie pytania odpowiedzi przychodziły wraz z biegiem czasu. Jedno jest pewne - nigdy się w tej rodzinie nie przelewało. Ojciec z wykształcenia zegarmistrz, nie zbierał pokaźnych sum w małym miasteczku jakim jest Stone Town, za to był jedynym zegarmistrzem w okolicy. Był to tak na prawdę argument, który nie pozwalał na rezygnację z tej pracy. Matka zaś pracowała w policji, jednak co się może dziać w tak spokojnym mieście jak Stone Town? Nie była nikim specjalnym. Na takich jak ona mówiono "krawężnik", jej zadaniem było chodzenie i patrolowanie miasta. Nasze poczciwe Stone Town z którego każdy dzieciak chciałby się jak najszybciej wyrwać, z braku większych atrakcji. Matthew ma również siostrę, zdrową śliczną dziewczynkę w wieku 4 lat, która na razie spędza beztroskie życie, bawiąc się z Bellsproutami w ogródku.
Powróćmy jednak do Matta, bo tak łatwiej wymówić, niż jego pełne imię. Do najbiedniejszych nie należał, ale nigdy też nie zaznał luksusu. Zwykle dzieciaki miały szanse wyrwać się z domu w wieku 10-12 lat i zostać mistrzami pokemon. Ba! Kto o tym nie marzył, kto nie mówił jakby było fajnie polatać na grzbiecie Charizarda? Niestety bohater naszej historii jest realistą. Nie marzył, on działał. Musiał się uczyć, wpajano mu, że ledwo co mamy do garnka wrzucić, przez co chłopak dorabiał, rozwoził gazety o poranku, a następnie uczył się do szkoły. Po szkole starannie odrabiał lekcje i dopiero mógł mieć czas dla siebie. Ten czas spędzał na obserwacji zachowań pokemonów domowych, czytając ciekawe artykuły. Wszystko to notował w zeszycie, niestety w wieku 12 lat, kilka kg papieru zagracało pokój na poddaszu. Chłopak postanowił za wszystkie swoje oszczędności kupić Ipoda. Rok później stracił już wszelkie nadzieje, że zostanie trenerem pokemon. Rodzice byli zdania, że z tego nie ma pieniędzy, że jest to zabawa dobra dla dzieciaków, mało kto się dostaje do elity skąd można zarabiać dobry pieniądz. Matt zaczął myśleć jak oni, jednak skrupulatnie uzupełniał wiedzę o pokemonach, jego Ipod służył mu za pokedex innych dzieciaków. Dzień mijał za dniem, życie stało się monotonne. Same piątki w szkole, mnóstwo kolegów, ale żadnego przyjaciela, kilka dziewczyn na 2-3 tygodnie. Tutaj warto zatrzymać się na dłużej. W wieku 15 lat miał Jane. Co to była za kobieta. Niziutka, czerwone włosy, duże zielone oczy, piersi krągłe jak jabłuszka. Do tego styl ubierania - zawsze biodrówki, okalające jej kości biodrowe oraz top w jasnych kolorach, odsłaniające płaski brzuch. Kto nie chciał być z Jane? Była tylko rok młodsza. Matthew przeżywał przy niej swoje najlepsze chwile, wieczorem wychodzili na spacer w świetle księżyca, wymykali się ze swoich pokoi, zjeżdżając po linie, by pokąpać się w strumyku. Parę razy zatracili się w szaleństwie, zrywając z siebie ubrania. Matt był oczarowany, nie wiedział jak to się stało, że tak spokojny chłopak, dobrze ułożony, nie podejmujący pochopnych decyzji, mógł się spodobać szalonej, radosnej, pełnej energii, spontanicznej kobiecie. Może faktycznie jest w tym prawda, że podobieństwa sie przyciągają? Sielanka trwała długo, w porównaniu do jego wcześniejszych związków. 21 lipca, dzień przed jego urodzinami, Jane dostała propozycję zostania trenerem pokemon, bo profesor Ham w końcu dostał odgórnie pokeball z upragnionym przez Nią Vuplixem. Matt wiedział co to znaczy, pokłócili się bardzo mocno. Wiedział, że to już koniec, rodzice nie pozwolili mu na podróż. Wybili mu to z głowy, dając szlaban. Chłopak nawet nie pożegnał się ze swoją dziewczyną. Widział jedynie jak rano odchodziła z jakąś koleżanką w stronę Fuschia. Nawet nie popatrzyła w stronę jego domu. Czuł że jest to koniec. Na chwilę zamknął oczy.
***
- Głupi jesteś? Czyli nie kochasz mnie! Wiedziałeś że chcę zostać trenerką pokemon a po skolekcjonowaniu 6 ognistych pokemonów chcę zostać uczennicą Blaine'a! - krzyczała Jane.
- Skarbie...wiesz jakich mam rodziców. Nie mogę zostać trenerem pokemon, nie poczekasz na mnie 2 lat aż będę pełnoletni?
Jane popatrzyła na chłopaka jak na idiotę.
- Myślisz, że profesor Ham będzie czekał 2 lata z Vulpixem? Jeśli go jutro nie odbiorę, to nigdy tego nie zrobię. Twoja decyzja. Ucieknij z domu.
- Mam młodszą siostrę, rodzice nie poradzą sobie beze mnie, muszą oboje pracować. Nie mam tyle kasy co Ty - Młodzieniec spuścił oczy, patrząc na kamienie.
- Dobranoc Matt - Jane odwróciła się na pięcie, nie całując go, nie tuląc. A on stał. Krople łez kapały jedna za drugą na podłoże. Były to łzy bezsilności.
***
Matt nosi w pustym portfelu zdjęcie Jane. Nie odzywała się już do niego, nie zdobyła również odpowiedniej ilości odznak by dostać się do Ligi. Wiedziałby o tym, a nikt jej nie poznał na tych zawodach. Chłopak ma szczerą nadzieję, że spotka ją na stadionie Blaine'a. Z drugiej strony boi się tego spotkania, bo nie wie co Ona mu powie, ani co On powinien powiedzieć jej. Przeprosić? Prosić o wybaczenie? Zaproponować aby została uczennicą na jego stadionie? Zapewne by go wyśmiała po tak długiej nieobecności. Matt nie miał już żadnej innej dziewczyny, nosząc Jane w sercu.
***
Wracając do rutynowego dnia, o poranku praca raz gazety a raz rozwożenie mleka. Wtedy pojawiły się pierwsze wąsy, ale nie przypadły mu do gustu, więc zawsze je goli, miał już prawie 17 lat, stwierdził że mężnieje, schował Ipoda głęboko pod łóżko i nie ruszał go już wcale. Stwierdził że te całe hobby jest na nic, że rodzice mieli racje. Myślał tak dopóki nie dostał zadania zlecenia dobrze płatnego u profesora Hama. Miał dostać niezłą kasę, a rodzice byli coraz bardziej w potrzebie, brali kredyty. Jego zadanie polegało na doglądanie pokemonów świeżo co złapanych przez trenerów z okolic Stone Town. Chłopak po prostu zafascynował się tymi różnorakimi okazami, których do tej pory nie widział. Geodude, Onix, Rhydon i wiele wiele innych. Praca trwała tydzień, przy wypłacie chłopak nawiązał rozmowę.
- Profesorze - zaczął nieśmiało - Czy jest szansa, żeby otworzyć nowy gym w naszym mieście?
- Oczywiście, wystarczy zdobyć licencję, wymyślić odznakę i pokonać przedstawiciela, który się tym zajmuje. Każde miasto może posiadać swój gym.
- Po pracy u Pana, stwierdziłem, że chciałbym aby w Naszym mieście był stadion. Ludzie by częściej tu przyjeżdżali, gospodarka by się rozwinęła. Nadawałbym się na lidera?
Profesor roześmiał się serdecznie, a Matt opuścił głowę, wyraźnie zasmucony.
- Matthew, głowa do góry. Myślę, że z Twoja wiedzą mógłbyś być liderem, ale aby do tego doszło musiałbyś zostać trenerem pokemon. Musisz nabrać doświadczenia. Za tydzień rozpoczyna się liga, jeszcze nie jest dla Ciebie za późno. Wpadnij rano po swojego pokemona, mam kilkanaście nowych nabytków, które rozdam. To się czuje, spojrzysz na pokeball i już będziesz wiedział, że tam jest Twój przyjaciel, który zawsze stanie w Twojej obronie. Jeśli się zdecydujesz, to zapraszam.
Matthew w zadumie już był na progu, gdy profesor go zawołał
- Matt. Myślę, że będziesz świetnym liderem w naszym mieście i jest to bardzo dobry pomysł. Mam nadzieję, że zobaczę Cię za tydzień.
***
Przez kolejne 5 dni młody mężczyzna chodził struty, bał się jak zareagują jego rodzice na jego decyzję, której sam do końca nie podjął. Z jednej strony wizja podróży, przerwanie monotonii, czas przygód, z drugiej wizja głodującej siostry, wściekłych rodziców i zaprzestanie edukacji. 6 dnia było to samo, serce waliło mu młotem, ponieważ miał czas do jutra, a dalej nie miał nic poukładane w swojej głowie. Jeden wielki chaos.
Na wieczornej kolacji, po zjedzeniu marchewki z groszkiem, ryżu i małej porcji mięsa, w końcu się odważył.
- Mamo, Tato. Jutro zamierzam wyruszyć w trasę.
- Do Fuschia?
- Dłuższą.
Zapadła krótka chwila ciszy, jednak dla Matthew'a była to wieczność.
- Od jutra będę trenerem pokemon. nadam się, mam ogromne notatki na temat pokemonów żyjących w naszych okolicach. Trawiaste, trujące, normalne, latające i wodne nie mają przede mną żadnych tajemnic. A za rok, po zakończeniu ligii będę miał kasę na założenie stadionu. Profesor Ham mi na pewno pomoże.
- Zwariował, no kompletnie oszalał!!
- Wszystko przemyślałem. Gdy tylko coś zarobię podczas podróży, to od razu przyślę Wam na konto. Jutro z rana ruszam, nie zabieram ze sobą nic oprócz mojej kabury, ipoda z nr Waszego konta i ubrań. Jutro rusza kilka innych osób razem ze mną, więc nic mi nie będzie.
- Nie zgadzamy się.
Ojciec był stanowczy, przez kolejne 10, 15 minut, potem przez godzinę wałkowali ten sam temat. Matt wyciągał tysiące argumentów, Oni natomiast dwa tysiące kontrargumentów. W końcu dali za wygraną komentując to "jesteś już dorosły, rób jak uważasz. Mam nadzieję, że wiesz co robisz". Matthew grzecznie podziękował za zaakceptowanie decyzji.
***
Noc była ciężka. Chłopak przewracał się z boku na bok, nie mogąc usnąć. Nie wiedział czy czuł się źle że po raz pierwszy sprzeciwił się swoim rodzicom, czy może miał obawy dotyczące podróży. W końcu on nie umie się bić, jest chudy, każdy może go w każdej chwili okraść. To był czysty blef, że razem z Nim ruszą inni, jednak chciał uspokoić rodziców. Prawda była taka, że faktycznie profesor coś wspominał, że rusza więcej osób, ale pewnie każdy rozejdzie się w swoim kierunku. Z tego wszystkiego postanowił wymknąć się z domu, tak jak za dawnych czasów, po linie. Poszedł nad strumyk, gdzie szaleli razem z Jane. Chłopak na same wspomnienia uronił łezkę tęsknoty, chociaż publicznie nie dawał po sobie tego poznać. Niespodziewanie, ponieważ była druga w nocy, usiadł obok Niego ojciec Jane - wysoki, równie uśmiechnięty jak Ona, z tymi samymi zielonymi oczami. Złapał go za ramię.
- Cześć Matt, mogę dołączyć? Wracam z roboty, a w taką piękną noc szkoda kłaść się spać - Patrick był kolegą matki Matta, również krawężnik pod dowództwem Jenny.
- Wi-witam Pana, jasne. - Matt szybko przetarł oczy, mężczyzna uśmiechnął widząc to.
- Liza mi powiedziała, że wyruszasz jutro w podróż pokemon. Jakbyś gdzieś spotkał Jane...- starszy pan na chwile zrobił przerwę, widząc jak Matt reaguje na to słowo, przygryzając wargi, patrząc się na wolno płynący strumyk - to powiedz, że nie gniewamy się na nią i czekamy w domu.
Matthew wyraźnie się ożywił, nie zwlekając z odpowiedzią.
- Jak to? Coś się stało?
- Nie rozmawianie już tak? - Matthew nie musiał odpowiadać, jego mina mówiła wszystko - więc powiem Ci że w pierwszym roku swojej wędrówki uzbierała tylko 4 odznaki, bo uparła się, że będzie trenować tylko ogniste pokemony. Miała Vulpixa, Ponyte i Growlithe'a. Z tym nie zwojowała ligi. Nie wróciła do rodzinnego miasta, bojąc się krytyki i śmiechów. Została w podróży i tylko potajemnie zgłosiła się do profesora Hama, by zarejestrował ją do kolejnego sezonu. Wtedy poszło jej lepiej, podobno miała już Ninetales'a, Arcanine'a i dwie Ponyta, jednak i tym razem zdobyła tylko 6 odznak. Podobno Blaine był zachwycony jej ognistymi pokemonami, a ona zawsze chciała się u niego szkolić. Jak wiemy, rejestracja trenerów jest do jutra, więc jutro się dowiemy od profesora czy znów startuje jako trener czy może została u Blaine'a. Strasznie się o to pokłóciliśmy, nie chcieliśmy by została u jakiegoś starego dziada...wiesz...oczko w głowie tatusia. Przykro nam jest że nie chce wrócić do Stone Town.
- Proszę Pana...jeśli ją spotkam postaram się przekazać Pańskie słowa, ale nie obiecuję, że wróci. Ma dopiero 16 lat, ale dobrze wie czego chce w życiu. Niech Pan trzyma za mnie kciuki. Jeśli zajmę dobre miejsce na mistrzostwach, będę mógł otworzyć własny stadion, a wtedy na pewno sprowadzę ją do naszego miasteczka.
- Dzięki Matt, dobry z Ciebie chłopak.
"Krawężnik" wstał, pożegnał się i ruszył w stronę domu pogwizdując, a Matt miał jeszcze większy burdel w głowie. Wiedział, że jego obietnica jest bez pokrycia i prawie niemożliwa do wykonania. W końcu był totalnym laikiem jako trener pokemon, a takim nie dają budować stadionów i być ich liderem.
Gdy się ochłodziło, młodzian wstał i ruszył wolnym krokiem do domu. Musiało być już koło 4, bo słońce powoli wyłaniało się ku horyzontowi.
Zasnął dopiero koło 5 nad ranem, nie minęła jego zdaniem sekunda odkąd zamknął oczy, a musiał wstawać. Z wielkim żalem i soczystym przekleństwem na ustach, co nie zdarza mu się za często, wyłączył budzik. Ubrał się ciepło, zadbał o swoją fryzurę, nałożył wygodne adidasy, zabrał spod łóżka swój ipod i ruszył do profesora. Słońce przyjemnie ogrzewało mu twarz.
Serce waliło mu jak młot, kiedy opuszczał malutkie laboratorium profesora. Niby był to zwyczajny dzień, nie różniący się niczym od wszystkich pozostałych, a jednak było w nim coś wyjątkowego. Otóż ta właśnie słoneczna niedziela była dniem, w którym wyruszył w podróż, jak każdy trener. Profesor był na tyle dobry, że dał mu również pokedex i pięć pokeballi, a także trochę pieniędzy, polecając mu, aby się nie martwił i uznał je za premię za wykonaną pracę. Heracross stał obok niego, przyglądając mu się nieco podejrzliwie, jakby chciał ocenić, jaki będzie z niego trener. Uznał chyba jednak, że nie ma co stwierdzać, jaka jest książka, po samym widoku okładki, bo uśmiechnął się, żeby wywołać dobre pierwsze wrażenie. Podziękował profesorowi za pokemona i wyszedł, zapewniając, że będzie się o niego troszczyć.
Starter: Heracross
Profesja: Trener
Profesja poboczna: Odkrywca
Towarzysze: Możesz wprowadzić w przyszłości.
Wrogowie: Jw
Cele: W pierwszych etapach podróży chciałby sprawdzić się jako trener pokemon, sprawdzić taktyki i możliwości pokemonów od innych trenerów, zapisując w swoim iPodzie rożne ciekawostki. Celem głównym jest sprawdzenie się na turnieju o mistrza pokemon.
Celem na dalsza przyszłość jest otworzenie własnego gymu w tzw. "MixGym" w rodzinnym mieście.
Prośby: Chciałbym narazie grać tylko w regionie Kanto, ewentualnie później wyspy pomarańczowe i w dalszej przyszłości inne regiony. Moja wiedza kończy się na 4 generacji, więc prosiłbym, żeby pokemony z wyższych generacji nie występowały w mojej przygodzie. No i oczywiście, proszę o ciekawą grę Smile
Dodatkowe przedmioty: brak
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Czw Lut 20, 2014 7:16 pm

Przyjęty, świetna hista, masz ode mnie nobla za nią xd Jutro po szkole gra bo muszę na pc coś takiego zacząć a dzisiaj to już mózg paruje

_________________

KP pokemonowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Corvis Corax

avatar

Liczba postów : 161
Join date : 21/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Mar 22, 2014 11:30 am

Imię: Corvis
Nazwisko: Corax
Wiek: 16
Wygląd:

Charakter:
Jest to osoba o chłodnym usposobieniu sprawiająca wrażenie pozbawionej uczuć. Głównym czynnikiem takiego stanowiska względem otoczenia jest brak pociągu seksualnego do jakiejkolwiek płci. Takowe nastawienie jest bardzo korzystne z logicznego punktu widzenia, gdyż można odejść obok cierpiących nie wplątując się w zbędne kłopoty nie niosące żadnych zysków. Bądź też poznęcać się w laboratorium nad biednym człowiekiem jeśli ma to przynieść profity. Jednym słowem, typowy materialista który tylko czeka aż ktoś wedrze się do pustej dziury po sercu i stanie się jego przyjacielem.
Historia:
Dawno temu, ta... zaledwie 17 lat temu spłodzono tego chłopca na dalekiej prowincji. Rok później narodził się w laboratorium przerywając własnej matce ważne badania. Co prawda nie była to normalna rodzina, lecz jedna z tych bardziej prestiżowych patologii. Grono naukowców pogrążona w pracy, których wkład w wychowanie własnego potomka ograniczał się do licznych lekcji nauk ścisłych. Ach te godziny fizyki, matematyki i innych znienawidzonych przez większość społeczeństwa przedmiotów. To wszystko zniszczyło jego duszę zmieniając go w komputer, pełen ambicji, pozbawiony hamulców moralnych jeśli tylko wymagała tego sytuacja. Jedyną jego pasją niewymuszoną, naturalną pozostała miłość do obserwacji nieba i istot po nim szybujących.
Tak więc gdy tylko skończył 14 lat i mógł zdobyć uprawnienia począł przeprowadzać badania wątpliwe moralnie, których nie mógłby prowadzić gdyby nie głębokie kieszenie rodzicieli. Zapewne trwałoby to jeszcze długo gdyby nie pewien drobny incydent. W ataku zespołu R zostało zniszczone miejsce pracy jego Matki i ojca, a ci zginęli przywaleni tonami gruzu.
Przejął się tym? Niezbyt, w końcu to tylko dwie obce osoby, równie mu bliskie co sprzedawca hotdogów na walkach pokemon. Jednak dość szybko odczuł brak sponsorów i musiał wyruszyć w świat za łatwym zarobkiem, który pozwoli mu na otworzenie nowego, tajnego centrum badawczego. Zakupił więc od pobliskiego hodowcy małego gligara i wyruszył w świat widząc w pokemonach wrota do prawdziwej potęgi.
Starter:

Profesja: Trener
Profesja poboczna: Szalony Naukowiec
Towarzysze:
~ może
Wrogowie:
~ Chętnie
Cele:
~ Przeprowadzać miliony badań w efekcie których stanie się idealną istotą z mocą psychiczną zdolną tworzyć i niszczyć.
Prośby:
~ Dużo Ciebie
Dodatkowe przedmioty:
- kieszonkowy mikroskop
- zestaw małego chemika
- kilogramy notatek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Mar 22, 2014 12:03 pm

KP zaakceptowana, założę grę jak będę dokładnie wiedziała co dać...

_________________

KP pokemonowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Haru

avatar

Liczba postów : 2
Join date : 22/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Mar 22, 2014 7:07 pm

Imię: Haru
Nazwisko: Green
Wiek: 13 lat
Wygląd: Haru ma średnio długie, szatynowe włosy, które na wietrze powiewają dość chaotycznie. Zazwyczaj jednak spokojnie opadają na czoło, co poniektóre zachodzą nawet na oczy. Na twarzy chłopca często daje się dostrzec radość i entuzjazm, mimo swojej przeszłości przybrani rodzice całkowicie odmienili chłopca z ,,smutasa" na sporego optymistę. Haru budową ciała raczej nie wyróżnia się pośród tłumu jego rówieśników. Jest raczej szczupły. Karnacja jasna, delikatna niczym u kobiety, choć w rzeczywistości skóra niezwykle twarda w dotyku. Mimo wszystko, od chłopca bije ciepła aura dobroci i życzliwości.
Charakter: Haru zachowuje się tak jakby na wszystko miał czas. Jest spokojny, jego ruchy na co dzień są dość flegmatyczne i zawsze stara się na siebie nie zwracać uwagi. Jak to robi? Po prostu porusza się bezszelestnie, płynnie bez jakichkolwiek gwałtownych ruchów czy też głośniej wypowiadanych słów - są to pozostałości po czasach gdy musiał kraść jedzenie by przetrwać. Nie lubi się kłócić, to jednak nie znaczy, że nie stawia na swoim. Stara się zawsze dojść do konsensusu, kiedy jednak widzi, że to raczej nie przyniesie pożądanego efektu, zazwyczaj po prostu zaczyna ignorować daną osobę i robi to, co uważa za słuszne. Haru nie jest osobą chciwą, mściwą i agresywną, zawsze stara się rozwiązywać konflikty pokojowo.
Historia: Nikt do końca nie wie, jakim cudem chłopak znalazł się w Pallet Town. Nawet sam Haru niewiele pamięta. Z dwójki rodziców, tylko ojca kojarzy z wyglądu. Matka już bez wątpienia była dla niego jedną niewiadomą. Zresztą, tak jak reszta rodziny. Odkąd tylko chłopak sięgał pamięcią, sam tułał się po ciemnych uliczkach miasta i wykorzystując swój dar do skradania się i refleksu, podkradał ze sklepów spożywczych jakieś jedzenie. Oczywiście, w końcu nie uszło to uwadze jednemu sklepikarzowi, że co jakiś czas jego produkty znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Dlatego postanowił zastawić pułapkę. Wieczorem, kiedy już klientela się powoli rozchodziła, na magazynie zostawił otwartą skrzynię ze świeżymi bochenkami chleba, które jego żona przyrządzała w każde popołudnie i potem je sprzedawali. Sam ukrył się za wysoką chłodnią i trzymając w rękach pokeball ze swoim pupilem czekał na złodzieja. Haru, kiedy patrząc przez okno magazynu dostrzegł łatwy łup, nie mógł się powstrzymać, by nie spróbować podkraść choć jednego bochenka. Powoli zakradł się do drzwi z tyłu budynku, które często sklepikarz zostawiał otwarte. Tego wieczoru jednak, jak na złość były zamknięte. Haru uważał jednak, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Z kieszeni wyciągnął małe zawiniątko. Szybko je rozwinął i wyciągnął dwa z sześciu wytrychów. Zgrabnie i płynnie zabrał się do roboty, która nie trwała długo. Przekręcił złodziejskimi narzędziami w zamku lekko raz w lewo, raz w prawo. Po chwili usłyszał charakterystyczny trzask, który był mu doskonale znany i jakże uwielbiany. Delikatnie pociągnął za klamkę, lekko uchylając "wrota zaspokojenia głodu". Spojrzał uważnie po pomieszczeniu. Widząc, że prawdopodobnie ma zielone światło do kradzieży, zgrabnie i szybko znalazł się przy obranym celu. Już miał sięgnąć po chleb, gdy nagle z za jego pleców, z czerwonej poświaty wyłonił się pokemon. Sekundę później Haru usłyszał też krzyk mężczyzny. - Bulbasaur, złap dzieciaka dzikim pnączem! - chłopak nawet nie zdążył dobrze się obrócić, kiedy jakby zielona lina owinęła się samoistnie wokół jego tułowia i mocno się zacisnęła. Haru wydał z siebie tylko ciche syknięcie, po czym krzyknął - Ale ja jestem tylko głodny! Chciałem coś zjeść! Puszczaj! - W Kisuke(bo tak miał na imię właściciel sklepu) jakby uderzył piorun. Wychodząc z ukrycia wydał kolejną komendę do Brelooma - Oswobodź go. - pokemon nie ociągając się, szybko wykonał polecenie. Haru klęknął na ziemi, ocierając dłoniami przedramienia. Potem spojrzał na sklepikarza z żalem i pokorą - Przepraszam, że pana okradałem.. byłem po prostu głodny i.. - w tym momencie Kisuke podniósł palec do ust, syknął, co znaczyło, by chłopak na chwilę zamilkł. Przez parę minut drapał się po głowie, intensywnie myśląc. - Wystarczyło poprosić chłopcze.. - mężczyzna powoli podszedł do skrzyni, wyciągnął chleb i podał chłopcu. Potem bardzo długo rozmawiali. Kisuke wypytywał się, jak Haru wiąże koniec z końcem, czy ma gdzie spać, itd. Kiedy już zapadła noc, zaproponował chłopcu, że razem z żoną przenocują go. Oboje nie mieli dzieci, dlatego bardzo się ucieszyli, że mogą się jakimś zająć. Dni mijały, a chłopak dalej z nimi pozostawał, co bardzo cieszyło małżeństwo. W końcu zaczęli go traktować jak własnego syna i postanowili go wychowywać. Zapewnili mu edukację i dach nad głową. Haru nareszcie poczuł się szczęśliwy. Kisuke zaraził chłopca również walkami pokemon. Opowiadał mu, jak sam kiedyś marzył, by zostać najlepszym trenerem trawiastych pokemonów, ale potem poznał Naomi. Ożenił się z nią i osiadł w jej rodzinnym mieście. Haru w końcu postanowił, że również zostanie trenerem pokemon i pewnego dnia stanie się tak sławny jak sam Ash Ketchum. Kisuke ucieszył się z tego powodu, że chłopak chce kontynuować jego przygodę, jednak również martwił się, czy chłopak sobie poradzi, mimo wszystko uspakajała go myśl, że chłopak jest całkiem dobrym uczniem, więc zapewne wie też sporo o pokemonach. Tak też było, dzięki nauce chłopak zdobył tak wielką wiedzę na temat pokemonów, że mógłby opisać charakter dosłownie każdego stworka na ziemi. Kisuke postanowił mimo wszystko jak najlepiej przygotować go do podróży. Skontaktował się z przyjacielem, który był hodowcą pokemon i po prosił go, by podesłał mu jakiś młody okaz dla początkującego trenera. Znajomy podesłał więc pokemona i 5 pokeballi jak również najnowszej generacji PokeDex. Pierwszym pokemonem chłopca, z którym miał rozpocząć swoją podróż okazał się młody i bardzo energiczny Larvitar. Kisuke przekazał Larvitara i resztę rzeczy Haru, dał mu parę rad, gdzie szukać schronień przed deszczem, itd, a Naomi zajęła się plecakiem i ekwipunkiem. W końcu wszyscy się rozstali, a chłopak ruszył w swoją nową trenerską przygodę.
Starter: Larvitar
Profesja: Trener
Profesja poboczna: ---
Towarzysze: narazie brak
Wrogowie: jak przy towarzyszu
Cele: Dążyć do zdobycia najwyższych osiągnięć jako trener, tak by przybrani rodzice byli z niego dumni.
Prośby: Dążyć do zdobycia najwyższych osiągnięć jako trener, tak by przybrani rodzice byli z niego dumni
Dodatkowe przedmioty: Latarka, Śpiwór, Namiot, Lornetka, Lina, Karma pokemon
Typ ewentualnego romansu: hetero
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 3430
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Nie Mar 23, 2014 5:08 pm

Przyjęty, tylko w prośbach chyba coś się pomyliło xd

_________________

KP pokemonowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://pokeuniverse.forumpolish.com
Carloss



Liczba postów : 6
Join date : 17/05/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   Sob Maj 17, 2014 2:56 pm

Imię: Roy Carlos
Nazwisko: Venucci
Wiek: 13 lat
Wygląd:
Charakter: Roy od praktycznie zawsze spotykał się z dużym naciskiem rodziców na to, aby został gwiazdą sportu. Na początku było fajnie, dzięki czemu stał się niezwykle pewny siebie. Radził sobie ponadprzeciętnie, z czasem futbol "wyłaniał" u niego nowe cechy charakteru, potrzebne na boisku, takie jak: waleczność, wielka ambicja. Dzięki aktywnej grze w futbol chłopak posiada naprawdę świetną kondycję, potrafi godzinami biegać i się nie zmęczyć. Poza tym zauważalne są: niezwykła zadziorność, nieustępliwość czy opanowanie. Mało czasu spędzał wśród swoich rówieśników, a podczas treningów nie skupiał się na kontaktach z innymi, przez co można zauważyć u chłopaka lekką nieufność. Mimo wszystko Venucci wymaga od życia, a także cieszy się z niego, chociaż kiedyś nie umiał tego robić...
Historia: W życiu każdego chłopca nadchodzi moment, w którym musi wybrać co dla niego dobre. Czy jest to dążenie do bycia sławnym sportowcem niczym Cristiano Ronaldo czy Lionel Messi, a może lepszym wyborem będzie droga muzyczna? Wiadomo Metallica, Iron Maiden, generalnie te sprawy. Otóż w tej historii przed takim zadaniem staje niejaki Roy Venucci, młodzieniaszek z gimbazy, z Pallet Town. Niestety los nie jest dla niego zbyt łaskawy, bowiem jest to przedstawiciel typowego „pechowca”. Mimo to twardy charakter często pozwolił przejść mu przez przeróżne ciężkie sytuacje w życiu. A jak na 13 latka miał ich on całkiem sporo. Zaczynając od początku:
Roy urodził się w Pallet Town, miasteczku słynącym głównie z tego, że jest tam laboratorium niejakiego profesora Oaka, przez którego wiele młodzieńców rozpoczynało swoje przygody z Pokemonami. Ze względu na bardzo ciężką sytuację finansową rodzice zmuszeni byli pracować na dwa etaty, przez co chłopak już w wieku 5 lat musiał zostawać na noce sam w domu, jednak nigdy nie miał o to pretensji do rodzicielów – przecież wszystko robili głównie z myślą o nim i o jego przyszłości. Wiązali bowiem z nim wielkie nadzieje, cała rodzina widziała w nim od początku kogoś, kto będzie nie tylko jej chlubą, ale także żywą maszynką do zarabiania pieniędzy. Nieświadom niczego młodzieniec przez wszystkie lata swojego dzieciństwa zostawał praktycznie zmuszany do uprawiania sportu. Rodzice uważali, że z tego będzie czerpał największe w przyszłości zyski. Początkowo nie był z tego niezadowolony, przez swoje umiejętności imponował przez lata kolegom i koleżankom, u których wzbudzał podziw.
-Wiesz co, ty to kiedyś zostaniesz takim Ronaldo – takie słowa usłyszał kiedyś na WFie od jednego z kolegów. Na tyle utknęły mu one w pamięci, że postanowił je sobie zapisać na kartce i powiesić nad łóżkiem.
-W sumie to sport jest całkiem spoko – wmawiał sobie na siłę co wieczór, z lekkimi łzami w oczach wpatrując się w ową karteczkę ledwo co trzymającą się na suficie.
Wmawiał… bowiem chłopak widział swoje miejsce w zupełnie innym świecie, tym, który jest tak popularny, o którym się tak mówi, czyli w świecie Pokemonów. Kiedy jako dziecko zostawał sam w domu, mimo zakazów rodziców, ze względu na rachunki za prąd postanawiał włączać chociaż na chwilę telewizor i mimo, że często leciała tam liga mistrzów, on wolał przełączyć na kanał dalej i obejrzeć czy to walkę o przewodnictwo w regionie Kanto, czy też byle jakie powtórki z zawodów koordynatorów. Piękno, siła pokemonów imponowały mu na tyle, że nie chciał w życiu robić nic innego. Został jednak tak wychowany, że bał się odmówić swoim rodzicom, którzy przedstawiali mu zupełnie inną wizję jego życia.
Wszystko zaczęło się zmieniać w okresie tak zwanego buntu, czyli czasie, w którym to każdy nastolatek stara się udowodnić, że to co on chce, jest dużo ważniejsze, niż to co pragną wszyscy inni. Roy właśnie wtedy starał się delikatnymi znakami pokazywać, że nie chce i nie lubi grać w piłkę. To mówił, że nie chce mu się iść na trening, czy, że boli go noga i chyba nie może grać. Wtedy ojciec wręcz na siłę wysyłał go na treningi, a żeby sprawdzić, czy na pewno na nie dotarł, śledził go. Doskonale o tym wiedzący syn, nawet nie próbował wykrętów. Pewnego kolejnego, żmudnego poranka usłyszał tako oto rozmowę rodziców:
-Sierra… to już nie ma sensu. On się zaczyna buntować – takie słowa padły z ust ojca do matki
-Co?! Przecież sam mówiłeś, że to będzie żyła złota!
-No wiem, wiem. Ale nie ma sensu na siłę go do tego upychać, ja… myślałem, że on lubi to robić, a okazuje się, że ma to wszystko gdzieś
-Chyba nie chcesz się teraz wycofać? Po tym wszystkim, co zrobiliśmy, aby tak się rozwijał, te przelane pieniądze, emocje. On miał to wszystko zwrócić!
Usłyszawszy tak materialne podejście do sprawy matki jak najszybciej wybiegł z domu do miejsca, w którym lubił spędzać mnóstwo czasu, była to mała rzeczka na obrzeżach miasta. Lubił je głównie ze względu na to, iż było to jedno z nielicznych miejsc, gdzie spokojnie można było sobie usiąść, popatrzyć w piękną, niebieską, wręcz przezroczystą wodę i poobserwować przeróżne pływające w niej stworzenia.
-Jak ona może… traktuje mnie jak przedmiot… co z niej za matka… – rozmyślał sobie młody przedstawiciel rodziny Venucci.
-Witaj chłopcze, nad czym tak rozmyślasz? – odwrócił się i zobaczył kierującego do niego te słowa postać którą dobrze kojarzył – był to Profesor Elm!
-A tak… o życiu – wypowiadając te słowa starał się ukryć swój wewnętrzny smutek.
-To chyba bardzo ogólne stwierdzenie, nieprawdaż? – naukowiec prawdopodobnie wyczuł coś nieprawidłowego w głosie młodzieńca.
-To długa historia… i wątpię, żeby profesorowi chciało się jej słuchać
-Ależ ja chętnie posłucham, młodzi ludzie są przyszłością świata i warto się z nimi porozumiewać jak najczęściej – po tym zdaniu Roy ewidentnie się przełamał i opowiedział wszystko, co się wydarzyło w ostatnim okresie, w jego życiu.
Po dosyć długiej opowieści zaczęło się ściemniać, wyraźnie oburzony postawą pani Venucci prof. Oak przez dłuższą chwilę nie odzywał się, jednak milczenie nie trwało zbyt długo.
-Dobra, robi się późno, wracaj do domu, porozmawiam z Twoim ojcem jeszcze dziś przez telefon, a może nawet wpadnę do waszego mieszkania – rzekł Profesor
-Ale… będą na mnie źli, że żale się komuś obcemu i opowiadam historię mojej rodziny
-Uwierz mi, nie będą. Poza tym nie jestem Ci obcy, jako profesor jestem naprawdę zżyty z miastem, jak i jego mieszkańcami. Ich problemy są moimi, jak i na odwrót. A teraz muszę już lecieć, bądź dobrej myśli – to mówiąc odszedł gdzieś w kierunku centrum miasta prof. Oak.
Faktycznie, robiło się co raz ciemniej, tak więc Roy także skierował się do miejsca swojego zamieszkania, jednak lęk przed tym, że rodzice mogli już rozmawiać z naukowcem, bał się iść tam szybko. Chcąc, nie chcąc w końcu trafił do mieszkania. Jak najciszej otworzył drzwi, jednak uporczywa mama od razu naskoczyła na niego, zarzucając mu to wszystko, czego się obawiał. W końcu uderzyła syna w twarz… wszystko widzący ojciec natychmiast odepchnął ją i wyszedł z synem na zewnątrz.
-Nie przejmuj się… ona ma bzika na punkcie pieniędzy i nie cierpi, jeżeli wie, że ty jej ich nie dasz. Spokojnie… dzisiaj nocujesz u Profesora Oaka, proszę bardzo, oto twoje rzeczy na podróż! Niech Twoje marzenia się spełnią, wierzę, że nawet jako trener staniesz się chlubą rodziny. Postaraj się zapomnieć o tym, co się wydarzyło przed chwilą. Ja z całego serca przepraszam Cię za to, że próbowałem zrobić z Ciebie żywą skarbonkę. Jest mi z tego powodu niesłychanie wstyd. Byłem złym ojcem, nie powinienem Cię do niczego zmuszać. Nie zdziwię się, jeżeli będziesz chciał o mnie i mamie zapomnieć, jednak jeżeli będziesz czuł taką potrzebę, w każdej chwili możesz wrócić do domu… – powiedział ojciec ze łzami w oczach, po czym wręczył synowi plecak, jednak nawet nie pożegnał się z synem i z opuszczoną głową udał się z powrotem do mieszkania…
Roy szybko udał się do prof. Oaka, aby odpocząć i przespać się…
Następnego poranka obudziwszy się usłyszał pukanie do drzwi
-Roy, wstałeś już? – był to profesor.
-Tak, proszę
-Cóż… pewnie domyślasz się co Cię teraz czeka, chodź szybko na dół
Podekscytowany chłopak jak najszybciej zszedł piętro niżej i ujrzał, jak profesor wyjmuje jakąś paczuszkę.
-Proszę bardzo, oto wszystko, co przyda Ci się w Twojej podróży
Słysząc te słowa z ust naukowca pierwszy raz poczuł się szczęśliwy, poczuł, że w końcu będzie robił to, na co ma ochotę.
-Niestety nie mam wiele czasu, więc jedyne co mogę powiedzieć to… powodzenia! A teraz ruszaj, świat czeka na Ciebie! Trzymaj się i dzwoń do mnie regularnie, traktuję Cię jako mojego ucznia! – Oak uściskał młodzieńca, po czym odprowadził go do drzwi i pożegnał.
-Teraz moje życie dopiero się zacznie! – powiedział sam do siebie pełen energii chłopak i ruszył ku przygodom...
Starter: Charmander
Profesja: Trener
Profesja poboczna: Hodowca
Towarzysze: brak
Wrogowie: brak
Cele: Zostać de best, zacząć nowe, SWOJE życie
Prośby: Ciekawa gra Wink
Dodatkowe przedmioty: Lornetka, Latarka, Karma Pokemon, Śpiwór, Namiot.
Typ ewentualnego romansu: Moja postać jest trochę za młoda na takie rzeczy Razz ale, skoro trzeba wpisać to niech będzie hetero.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zapisy do mnie   

Powrót do góry Go down
 
Zapisy do mnie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
PokeUniverse :: Przygody :: Gry Trenerskie :: MG Nova-
Skocz do: